Do sprawy odniosła się poseł Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Wassermann w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia Zet. Parlamentarzystka nie tylko stanęła w obronie uczestników wydarzenia, ale także ostro skrytykowała działania niemieckich służb.
– „Ci ludzie z Robertem Bąkiewiczem na czele pojechali tam po pierwsze się pomodlić, po drugie pojechali upamiętnić ofiary II wojny światowej, a zamiast tego zostali dotkliwie pobici” – powiedziała Wassermann.
Według niemieckich władz uczestnicy zgromadzenia nie posiadali wymaganych zezwoleń na przemarsz. Jednak poseł PiS wskazuje, że nawet gdyby doszło do naruszenia przepisów, reakcja służb była nieproporcjonalna.
– „Jeżeli nawet niemiecka policja chciałaby wyjaśnić ich zgodę lub nie, to jest sytuacja, w której można ewentualnie do nich podejść, zacząć z nimi rozmawiać. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że w Warszawie tutaj na ulicy idzie grupa Niemców i zostaje pobita dotkliwie przez polską policję. Byłby skandal międzynarodowy” – podkreśliła.
Wassermann zwróciła uwagę, że uczestnicy manifestacji nie dopuścili się aktów przemocy.
– „Oni nie robili co chcą, oni nikogo nie atakowali. Panie redaktorze, nie przesadzajmy, ci ludzie przyszli tam spokojnie i pokojowo” – mówiła.
Polityk szczególnie mocno odniosła się do informacji o obrażeniach odniesionych przez uczestników zgromadzenia.
– „Proszę mi powiedzieć, czy środkiem adekwatnym do tego, co tam się działo, jest połamanie żeber, wstrząs mózgu i pięć kopnięć w twarz z całej siły?” – pytała.
W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania i zdjęcia dokumentujące przebieg interwencji. Okoliczności zdarzenia są nadal analizowane, a relacje obu stron pozostają rozbieżne.
W rozmowie pojawił się również wątek Roberta Bąkiewicza i jego działalności związanej z przeciwdziałaniem nielegalnej migracji. Wassermann przyznała, że spotyka się z dużym poparciem dla jego działań.
– „To, ile słów uznania ja w Krakowie w stosunku do Roberta Bąkiewicza i jego działalności słyszę, to jest coś niesamowitego” – stwierdziła.
Poseł PiS stwierdziła też, że obawy społeczne dotyczące migracji są realne.
– „Ludzie realnie boją się dzisiaj zalewu przez imigrantów. Nie chcą mieć tego, co mają inne kraje i tutaj Robert Bąkiewicz wykonuje niesamowitą pracę” – oceniła.
Rozmowa dotyczyła również podpisanego tego samego dnia polsko-niemieckiego porozumienia obronnego. Wassermann odrzuciła sugestie, że wydarzenia w Berlinie mogły być prowokacją związaną z umową wojskową.
– „Ja w ogóle nie łączyłabym tych dwóch wątków” – zaznaczyła.
Jednocześnie polityk PiS sceptycznie oceniła relacje Warszawy i Berlina, wskazując, że Berlin próbuje traktować Warszawę przedmiotowo,
– „Proszę mi podać chociaż jeden przykład, który wskazywałby na to, że w tych umowach i relacjach jesteśmy partnerami Niemiec” – powiedziała.
Wassermann przypomniała również niemiecką politykę wobec wojny na Ukrainie w pierwszych miesiącach rosyjskiej agresji.
– „Ja pamiętam też hełmy, które proponowali, jeżeli chodzi o wojnę na Ukrainie. Wydaje mi się, że my również jesteśmy pełnoprawnym członkiem NATO, w związku z powyższym pilnujmy swoich interesów” – podkreśliła.
Spór wokół wydarzeń w Berlinie stanowi szerszą debatę dotyczącą pamięci historycznej, migracji oraz przyszłości relacji polsko-niemieckich. Robert Bąkiewicz niewątpliwe jest już symbolem walki o pamięć historyczną i bezpieczeństwo granic.
