Obecna stopa zastąpienia – czyli stosunek pierwszej emerytury do ostatniego wynagrodzenia – wynosi około 50 proc. Według najnowszych wyliczeń ZUS już w połowie lat 30. spadnie ona do ok. 33 proc., a w perspektywie 2080 roku może wynieść zaledwie 25 proc. przeciętnej pensji. To nie jednorazowe załamanie, lecz długotrwały proces wynikający z demografii i konstrukcji systemu.
Problemem nie jest – czytamy - formalne bankructwo Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, lecz zmieniające się proporcje między liczbą pracujących a liczbą pobierających świadczenia. ZUS prognozuje, że populacja osób pracujących zmniejszy się z około 21 mln w 2025 roku do 12,5 mln w 2080 roku, podczas gdy liczba emerytów osiągnie zbliżony poziom. Oznacza to coraz większą presję na budżet oraz konieczność dzielenia środków między rosnącą grupę świadczeniobiorców.
Ekonomiści wskazują, że za spadkiem stoi kilka nakładających się czynników. Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Pekao SA, podkreśla, że decydujące znaczenie ma starzenie się społeczeństwa oraz kurcząca się liczba osób w wieku produkcyjnym. To fundament systemu opartego na bieżących składkach, którego nie da się łatwo zrównoważyć bez zmian strukturalnych.
Coraz większym wyzwaniem staje się również rosnący udział emerytur minimalnych. Jak zauważa Sebastian Gajewski z resortu pracy, wielu przyszłych świadczeniobiorców nie spełni wymaganego stażu składkowego, co wymusi dopłaty z budżetu państwa. Taki trend dodatkowo obciąża system i obniża średnią wysokość wypłat.
Barbara Socha z prezydenckiej Rady Rodziny i Demografii ostrzega z kolei, że bez zwiększenia aktywności zawodowej – zwłaszcza wśród młodszych pokoleń – emerytury będą coraz niższe w relacji do płac, a system stanie się coraz mniej wydolny.
Część ekspertów studzi jednak najczarniejsze scenariusze, przypominając, że spadek stopy zastąpienia nie oznacza automatycznie nominalnego obniżenia świadczeń. Paweł Wojciechowski z Instytutu Finansów Publicznych zwraca uwagę, że emerytury rosną wolniej niż wynagrodzenia głównie dlatego, że Polacy żyją coraz dłużej, a waloryzacja nie nadąża za dynamiką płac.
Nie zmienia to jednak faktu, że różnica między dochodami z pracy a wysokością przyszłej emerytury będzie coraz bardziej odczuwalna. Eksperci coraz częściej wskazują, że bez dodatkowego oszczędzania (IKE, IKZE, PPK, prywatne inwestycje) znaczna część przyszłych seniorów może znaleźć się na granicy finansowego bezpieczeństwa.
