Kardynałów dzieli przede wszystkim jedno: dziedzictwo pontyfikatu Franciszka. To takie problemy jak synodalność, dla wielu purpuratów wciąż niejasna albo po prostu szkodliwa i niebezpieczna; ale także walka z tradycyjną liturgią, a szerzej – całokształt działań poprzedniego papieża, zupełnie wyjątkowy na tle następców św. Piotra ostatnich dekad czy nawet stuleci.
Napięcia na konsystorzu były naprawdę duże. Brytyjski portal „The Catholic Herald” podał, że niektórzy kardynałowie podczas debaty w swoim gronie, w obecności papieża, mówili o zupełnie „nowym Kościele” i prawdziwej rewolucji, która dokonała się za pontyfikatu Jorge Mario Bergoglia – oczywiście w pozytywnym sensie. Inni odpowiadali na to, że to jakiś „kult jednostki”, który nie powinien mieć nic wspólnego z Kościołem katolickim. Żarliwie debatowano na temat synodalności. Niektórzy kardynałowie – w rozmowach z mediami pod nazwiskiem wypowiadali się między innymi Joseph Zen oraz Gerhad Müller – bardzo ostro krytykowali synodalną rewolucję Franciszka, wskazując, że wciąż nie wiadomo, do czego miałoby to służyć i jak pogodzić ją z hierarchiczną strukturą Kościoła.
Wszystko wskazuje na to, że napięcia będą utrzymywać się w Kolegium Kardynalskim jeszcze długo. Papież Leon XIV wyraźnie stawia sobie za cel odbudowę jedności w Kościele – mówi o tym sam, potwierdzają to kardynałowie. Problem w tym, że to zadanie w gruncie rzeczy nie do zrealizowania. Kardynałowie i biskupi zawsze się spierali. Ostre batalie toczyły się na I Soborze Watykańskim wokół dogmatu o nieomylności papieskiej; wielkie spory wywoływały konkretne definicje II Soboru Watykańskiego. Mimo wszystko wszyscy potrafili się ostatecznie pogodzić, jeżeli domagał się tego papież – pokazały to choćby wyniki głosowań podczas Vaticanum II. Dokumenty, choć sporne, z racji na powagę papieską przyjmowano na ogół ogromną większością głosów.
Dziś już tak nie jest. Obecność papieża Leona XIV nie zdołała wyciszyć sporów. Dziedzictwo pontyfikatu Jorge Mario Bergoglia jest zbyt dzielące. Już sam fakt, że kardynałom na konsystorzu kazano siedzieć przy stolikach w małych grupach, tak jak podczas spotkań synodalnych, wywołał oburzenie niektórych z nich. Papież Leon, chcąc nie chcąc, musi podejmować jakieś decyzje, musi kontynuować albo odrzucać idee oraz rozwiązania swojego poprzednika. W ten sposób zawsze kogoś rozwścieczy: albo zagorzałych krytyków Franciszka albo też jego najbardziej oddanych zwolenników. Działania papieża z Argentyny były po prostu zbyt skrajne, by dać się dzisiaj łatwo pogodzić w jakiejś dynamice „pojednanej różnorodności”.
Dlatego kiedy w czerwcu 2026 roku odbędzie się kolejny konsystorz, już zapowiedziany przez papieża Leona XIV, na pewno będzie się działo bardzo dużo – sądzę, że nawet więcej, niż teraz. Zimowa atmosfera Rzymu, krótki czas po Bożym Narodzeniu, wreszcie zwykła ostrożność w obliczu pierwszego konsystorza – to wszystko działało mitygująco. W czerwcu już tak nie będzie. Dziennikarze zjadą do Wiecznego Miasta liczniej, żądni gorących newsów, a kardynałowie, wiedzący już lepiej, czego się spodziewać, będą odważniej zajmować publiczne stanowisko, co do tego nie należy mieć wątpliwości.
Jest jednak jeden czynnik, który będzie działał na rzecz długotrwałego wygaszania sporów. To czas. Większość konserwatywnych kardynałów, którzy krytycznie oceniają rewolucję Franciszka, to ludzie starszej daty. Gerhard Müller ma 78 lat; Raymond Burke 77; Joseph Zen 93; Robert Sarah 80… Niektórzy z tego środowiska nie dali nawet rady przyjechać na obecny konsystorz – nie mógł tego zrobić 72-letni Willem Eijk, nie dał rady 93-letni Francis Arinze. Papież Franciszek w ciągu ponad 12 lat swojego pontyfikatu mianował bardzo wielu kardynałów – niemal wyłącznie dość progresywnych. Dziś w Kolegium Kardynalskim nie ma już prawie żadnych ludzi Jana Pawła II, niewielu jest też ludzi Benedykta XVI. Główną rolę odgrywają nominaci Franciszka. Jeżeli Leon XIV postanowi kontynuować jego politykę personalną, wspierając raczej „lewe skrzydło” światopoglądowe, w przeciągu kilkunastu lat grono kardynalskie zostanie gruntownie „wyczyszczone” ze wszystkich, którzy nie są zwolennikami progresywnego kursu.
W dużej mierze już jest to faktem. Jak podkreślił w rozmowie z cytowanym wcześniej „The Catholic Herald” kardynał Gerhard Müller, „Kościół Benedykta XVI już nie istnieje”.
Istnieje Kościół Franciszka, wkrótce „dopełniony” przez Kościół Leona XIV. Pewne rzeczy już nigdy nie wrócą.
