Waszyngton deklaruje, że ich opcją numer 1 jest oferta kupna wyspy od Danii, ale nie gwarantują, że nie podejmą również bardziej ostrych działań wobec wyspy, jeżeli nie dojdą do porozumienia z Danią. Trwają negocjacje, spotykają się przywódcy europejscy, premierzy Danii i Grenlandii prowadzą rozmowy z Amerykanami w Waszyngtonie. Rozmowy na razie nie dają żadnego realnego efektu. Kraje europejskie deklarują wzmocnienie obecności militarnej na Grenlandii, chociaż stan na dziś jest taki, że skala tej obecności jest bardzo niewielka i niesie raczej charakter symboliczny. Jest też wątpliwe czy kraje europejskie dysponują potencjałem, który pozwalałby na wysłanie jakichkolwiek poważnych sił na tę wyspę. Niezrozumiały jest również cel wysłania tam żołnierzy. Amerykańska baza wojenna już teraz istnieje na wyspie, więc Amerykanie już ją "zajęli". A poza tym w o wiele większej liczbie stacjonują wewnątrz państw, które teraz wysyłają swoich żołnierzy na Grenlandię. W tej sytuacji trudno sobie nawet wyobrazić, jak mógłby wyglądać taki potencjalny konflikt koalicji europejskiej z USA. Sytuacja staje się coraz bardziej surrealistyczna i zagmatwana.
Z polskiego punktu widzenia ważne jest inne pytanie - dlaczego w zasadzie administracja Trumpa chce pełnej kontroli nad Grenlandią? W przeszłości w podobnych wypadkach pełna kontrola nad podobnym obszarem nie tylko nie uchodziła za niezbędną, a nawet była zazwyczaj traktowana jako obciążenie. O wiele łatwiej było pozostawić sprawy miejscowych miejscowym. Żeby nie ponosić pełnej politycznej i ekonomicznej odpowiedzialności za obszar, który jednocześnie można kontrolować pod względem militarnym i ekonomicznym. Zarówno kwestię zasobów naturalnych jak i kwestię rozszerzenia obecności US Army i US Navy na wsypie można załatwić bez jej aneksji czy kupna. Z wykorzystaniem jedynie nacisków politycznych. Zarówno rządy królestwa Danii jak i Grenlandii są gotowe na ustępstwa w trakcie podobnych negocjacji z USA. Mimo to, Stany Zjednoczone żądają pełnej kontroli nad wyspą, czym swoją drogą podnoszą poprzeczkę i sami stwarzają dla siebie trudności w sprawie kontroli nad Grenlandią.
To jest paradoks tej sytuacji, ponieważ to co mogliby osiągnąć na wyspie bez wielkiego trudu drogą negocjacji w sytuacji żądania przekazania wyspy stawia kwestię tożsamości miejscowej ludności dla niej na pierwszy plan i podnosi dość mocno dla USA koszt możliwego przejęcia wyspy. W wypadku społeczeństw demokratycznych rządy nie są w stanie działać wbrew emocjom swoich społeczeństw. A ta sytuacja po pierwsze budzi w Grenlandczykach obawy o swoją przyszłość i tożsamość (ze względu na dość trudną sytuację rdzennej ludności w takich amerykańskich stanach jak Alaska), a po drugie budzi sprzeciw Duńczyków, dla których sprzedanie wyspy, którą to społeczeństwo już uznało za należącą do Grenlandczyków (po długich latach tłumienia miejscowego ruchu niepodległościowego w wieku XX) jest czerwoną linią nie do przekroczenia. W ten sposób Amerykanie niepotrzebnie w zasadzie eskalują sytuację podnosząc dla siebie cenę przejęcia pełnej kontroli nad wyspą. Zamiast bezkrwawego sukcesu, stwarzają dla siebie sytuację, w której muszą zademonstrować światu swoją krwiożerczość przejmując ten obszar ze złamaniem oporu małego narodu. Wracając w zasadzie do praktyk wieku XIX.
Ale po co w takim razie Amerykanom Grenlandia w jakości nowego stanu USA? Ma to sens tylko w jednym wypadku - jeżeli administracja Donalda Trumpa uważa, że Sojusz Transatlantycki nie przetrwa zbyt długo w przyszłości i że nie będą już mieli wolnego dostępu do wyspy w tym kształcie, w jakim mają go teraz. Jeżeli Stany nie uważają, że będą mogli korzystać w przyszłości ze swojego systemu sojuszniczego w Europie. Wtedy rzeczywiście Grenlandia staje się dla USA kluczowym punktem na mapie dla obrony USA przed atakami z północy. I w tym wypadku pełna suwerenna kontrola USA nad wyspą jest logiczna. I to już dotyczy Polski bezpośrednio, ponieważ rozpad partnerstwa transatlantyckiego drastycznie wpływa na sytuację bezpieczeństwa naszego kraju. Dla USA Dania może być małoznaczącym krajem europejskim kłótnia, który nie ma dla nich znaczenia. Dla nas państwo, które kontroluje wejście do morza bałtyckiego i partnerskie relacje z nim, ma ogromne znaczenie. Ten kto kontroluje cieśniny duńskie, kontroluje logistykę z zewnątrz do morza bałtyckiego.
Mikołaj Susujew
