Kaczyński został zapytany przez dziennikarzy w Sejmie, czy prezydent „postępuje wbrew niemu”, powołując Kapińskiego. Odpowiedział spokojnie, ale jednoznacznie. – „To prezydent jest decydentem w tej sprawie i nie mam do niego pretensji, że wybrał tak, jak uważa” – powiedział prezes PiS. Jednocześnie zaznaczył: – „Natomiast ja uważałem i w dalszym ciągu uważam inaczej”.

Polityk próbował również przeciąć pojawiające się w mediach spekulacje o napięciach między obozem rządzącym a prezydentem. – „Nie ma sporu na linii” – stwierdził. Dodał jednak, że Karol Nawrocki jest obecnie „mocno zdystansowany”. – „Oczywiście to jest jego prawo. Nie mamy pretensji. To, co robi dobrego dla Polski jest w tej chwili nieporównanie ważniejsze niż tego rodzaju drobna sprawa” – podkreślił Kaczyński.

Decyzja prezydenta wywołała duże emocje również dlatego, że jeszcze kilka dni wcześniej Jarosław Kaczyński sugerował, iż nie wyobraża sobie, aby stanowisko I Prezesa SN objęła osoba uczestnicząca w wydaniu orzeczenia lustracyjnego dotyczącego Lecha Wałęsy w 2000 roku. Choć nie padło wtedy nazwisko Kapińskiego, komentarz został powszechnie odebrany jako wyraźny sygnał sprzeciwu wobec tej kandydatury.

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zapewnił z kolei, że decyzja została podjęta wyłącznie na podstawie kryteriów merytorycznych. Jak tłumaczył, Kapiński posiada wieloletnie doświadczenie orzecznicze i dydaktyczne, a podczas lutowego Zgromadzenia Ogólnego Sądu Najwyższego uzyskał największe poparcie spośród kandydatów.

Podczas rozmowy z dziennikarzami Jarosław Kaczyński odniósł się również do sprawy aneksu do raportu z likwidacji WSI. Lider PiS przyznał, że miał okazję zapoznać się z dokumentem jeszcze jako premier. – „W moim przekonaniu decyzja mojego świętej pamięci brata, bo to on zdecydował, że to nie będzie ogłoszone, była słuszna” – powiedział. Jednocześnie zaznaczył: – „No ale to są inne czasy, zobaczymy”.

Sprawa aneksu do raportu WSI wróciła do debaty publicznej po tym, jak prezydent Nawrocki skierował dokument do zaopiniowania przez marszałków Sejmu i Senatu. Zarówno Włodzimierz Czarzasty, jak i Małgorzata Kidawa-Błońska odmówili wydania opinii i odesłali materiały do Pałacu Prezydenckiego.