W świecie, który istnieje, siła jest potrzebna do odstraszania - nie da się tego uniknąć, dopóki wszyscy aktorzy polityczni nie przyjmą tej samej pacyfistycznej perspektywy. Jako, że nie przyjmą - siła jest potrzebna.
Papieskie narzekania na to, że kraje się zbroją, wydaje się w związku z tym skrajnie nierealistyczne czy ideologiczne. Tymczasem ideologie, choćby pozornie piękne, są fałszywe - i szkodliwe, więc de facto wcale niepiękne.
W przypadku samej wojny sprawiedliwej rzecz jest bardziej skomplikowana.
To konkretna teoria stworzona na gruncie wielowiekowej refleksji. Papież nie odrzuca jej kategorycznie jako takiej.
Zwraca uwagę, że współcześnie ta teoria jest wykorzystywana do uzasadniania działań sprzecznych z wolą Bożą. Ot, imperium napada na mniejszy kraj, twierdząc, że to sprawiedliwe, bo się broni.
Tak rzeczywiście jest: wojnę sprawiedliwą toczą rzekomo zarówno imperium rosyjskie jak i imperium amerykańskie. Chrześcijańscy politycy w tych imperiach - katolicy w przypadku USA - wprost odwołują się do kategorii wojny sprawiedliwej, prowadząc swoją działalność na Bliskim Wschodzie.
Papież chce niejako wybić im ten argument z rąk, mówiąc: możecie prowadzić wojnę wtedy, kiedy jesteście zaatakowani - a nie wtedy, kiedy uważacie, że być może kiedyś ktoś zostałby zaatakowany! Ta druga sytuacja to pole do nadużyć i to papież Leon potępia.
Do tego ma przecież prawo - teoria wojny sprawiedliwej nie została objawiona przez Pana Boga. To konstrukt, który służy albo nie służy ludzkości.
Leon XIV uważa, że obecnie nie służy. Nie przekreśla to jednak zasad godziwej samoobrony, innymi słowy - nie przekreśla to tego, co jest istotą Tradycji.
Przekreśla raczej łatwe i proste odwołanie się do teorii wojny sprawiedliwej, które miałoby narracyjnie usprawiedliwiać nieprawość.
Problemem u Leona XIV pozostaje, jak sądzę, raczej jego idealistyczne podejście do kwestii wojny, a nie sama ocena teorii wojny sprawiedliwej.
Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą PCh24.pl
