Zatrudniona w lubelskim Urzędzie Miasta obywatelka Ukrainy Wiktoria Herun wystąpiła w podcaście „Studenci zagraniczni w Polsce i w Lublinie”, w którym opowiedziała o programie „Study in Lublin”. Pierwotnie zakładał on zachęcenie zagranicznych studentów do nauki w Lublinie. Z czasem jednak elementem programu stała się „integracja ze społecznością lokalną”, a od 2019 roku lubelskie władze angażują się we wdrażanie cudzoziemców na rynek pracy.

- „Ostatnie 6 lat to jest też przede wszystkim Afryka, to jest Zimbabwe, to jest Nigeria, to jest RPA, ale też ostatnio tak samo Tajlandia, Arabia Saudyjska”

- relacjonowała.

Podkreśliła, że imigranci z tych krajów przyjeżdżają do Lublina całymi rodzinami.

- „Na dodatek, co się zmieniło bardzo? Kiedyś student przyjeżdżał sam, teraz studenci z takich krajów jak Afryka, Indie, Bangladesz przyjeżdżają z rodziną, przyjeżdżają z mężem, z żoną, z dziećmi. Więc to już nie tylko chodzi o pomoc w znalezieniu miejsca w akademiku, ale też w ogóle całego mieszkania, wynajęcia. Więc tych różnic jest bardzo, bardzo dużo”

- opowiadała.

Na wystąpienie zastępcy Dyrektora Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów w lubelskim magistracie zareagował poseł PiS prof. Przemysław Czarnek.

- „Lublin ani żadne inne miasto w Polsce nie potrzebuje programu masowego sprowadzania migrantów z Afryki razem z rodzinami. Tym bardziej szokuje fakt, że koordynuje to Ukrainka zatrudniona przez samorząd”

- stwierdził parlamentarzysta.

- „Polacy mają prawo pytać: kto dał mandat do zmieniania struktury społecznej miasta bez zgody mieszkańców? Europa Zachodnia już pokazała, czym kończy się masowa imigracja - wzrostem przestępczości, napięć i utratą bezpieczeństwa. Otwartość uczelni nie może uznaczać masowej i trwałej imigracji”

- dodał.