Większość środowisk nowej prawicy w Europie, uważnie obserwujących amerykański trumpizm, inwestuje głównie w portale w sieci. Dawno porzucono już ambicje wydawania własnych czasopism – to zajęcie drogie i w niewielkim stopniu trafiające do młodego odbiorcy. Portale internetowe są znacznie tańsze i mają szersze pole oddziaływania. I taki właśnie jest sposób działania belgijskiego portalu 21News, który opublikował niedawno na swojej stronie przemówienie wiceprezydenta USA J. D. Vance’a. Zastępca Trumpa wygłosił je 14 lutego 2025 roku na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Przypomnijmy, że Vance skrytykował tam to, co określił jako działania eurokracji przeciwko wolności słowa i negowanie zasad demokratycznych w Europie. W tym drugim wypadku zastępca Trumpa przypomniał powtórzenie wyborów prezydenckich w Rumunii, które uznał za przykład naginania prawa w taki sposób, aby ułatwić zwycięstwo kandydatowi liberalnych elit. Vance wspomniał też o sądownym ściganiu modlitwy obrońców życia, którym za prowadzenie takich modłów nawet w absolutnej ciszy grożą kary wymierzone przez sądy. I nic dziwnego, że belgijski portal opublikował przemówienie Vance’a w całości już następnego dnia po jego wygłoszeniu. Portal oparł się na wersji przemowy, która zamieszczona została na stronach Białego Domu.
Oto belgijska Rada Etyki Prasowej (Le Conseil de déontologie journalistique – w skrócie CDJ ), prawie rok po publikacji portalu 21News ogłosiła, że redakcja naruszyła standardy dziennikarskie.
Czym jest CDJ?
Rada została utworzona w 2009 roku, jest organem mającym samoregulować francusko- i niemieckojęzyczne media w Belgii . W skład CDJ wchodzą przedstawiciele wydawców, dziennikarzy, redaktorów naczelnych i społeczeństwa obywatelskiego. Pełni ona trzy funkcje: informowania, mediacji i regulacji.
Zasada samoregulacji nakazuje, aby etyka dziennikarska była definiowana przez samo środowisko, a nie przez organy zewnętrzne, takie jak organy państwa. Zasada ta ma wzmacniać pozycję mediów i zapobiegać narażaniu wolności prasy i niezależności mediów przez siły zewnętrzne – polityczne czy sądownicze – pod pretekstem sankcjonowania wykroczeń. Jak definiuje Wikipedia: „Rada Etyki Dziennikarskiej nie posiada uprawnień sankcjonujących porównywalnych z uprawnieniami sądów, a nawet organizacji zawodowych; jej sankcje działają zgodnie z zasadą nazwiska i wstydu. Jednak dla sektora zaciekle broniącego swojego honoru zawodowego, bycie uznanym za osobę naruszającą zasady etyki dziennikarskiej stanowi skuteczną sankcję”.
Jak się okazuje, skargę na portal 21 News i publikacje przemówienia Vance’a wniosły dwie anonimowe osoby. W odpowiedzi na skargi belgijska Rada CDJ odniosła się do tej publikacji.
Rada uznała, że szanuje swobodę redakcyjną portalu, ale zarzuciła jej twórcom, że „przemówienie powinno zostać zweryfikowane, kontekstualizowane lub poprawione przez publikację”. Jak argumentuje Rada – drukując przemówienie Vance’a bez komentarza, „redakcja ryzykowała, że przesłanie wiceprezydenta będzie rozpowszechniane bez wystarczającego dystansu krytycznego”.
Werdykt komisji nakłada na portal 21News obowiązek opublikowania decyzji Rady na swojej stronie internetowej i trzymanie jej w widocznym miejscu przez dwa dni.
Éric Dujardin, szef portalu 21News jest oburzony decyzją. Wskazuje, że opublikowanie przemówienia politycznego jest czymś normalnym, nie oznacza jego poparcia i że czytelnicy powinni mieć dostęp do źródła pierwotnego bez konieczności interpretacji.
Co ciekawe, gdy rok temu przemówienie Vance’a stało się głośne, we Francji opublikowały je w pełnej wersji takie dzienniki jak: „Les Échos” i „Le Figaro”. Rzecz polega chyba na czymś innym. Belgijska Rada, domagając się od portalu „kontekstualizacji” tekstu – faktycznie domaga się przynajmniej zdystansowania się od niego lub wręcz skrytykowania go. A to oznacza, że belgijscy urzędnicy wymagają, żeby redakcja z góry wiedziała, że to co mówi wiceprezydent USA jest niesłuszne i trzeba się od niego odcinać.
Tak naprawdę pretensje belgijskiej Rady CDJ do portalu 21News są pretensją o to, że w ogóle istnieje takie medium. Bo jakoś tak się dziwnie składa, że większość innych belgijskich mediów samo z siebie wiedziało, że mowa Vance’a jest niesłuszna. I zresztą z tego powodu większość tamtejszych mediów tylko ją omówiło, nie dając szansy belgijskiemu czytelnikowi wyrobić sobie własnej opinii na temat monachijskiego przemówienia. Ale postawmy sprawę serio. To jedna z kolejnych zapowiedzi, że eurokraci mają ochotę na coraz bardziej drobiazgową cenzurę. Dlatego takie przypadki jak z Belgii należy traktować z najwyższą powagą i najwyższym zaniepokojeniem. To zły znak.
