W swoim komentarzu Grossmann odniosła się do napięć, jakie pojawiły się po decyzji prezydenta Ukrainy o nadaniu elitarnej jednostce wojskowej nazwy nawiązującej do „Bohaterów UPA”. Dziennikarka przyznała, że był to „brak wrażliwości” ze strony Kijowa, jednak jednocześnie skrytykowała działania polskiej prawicy i prezydenta Karola Nawrockiego.

Zdaniem autorki Warszawa nie odgrywa obecnie takiej roli w rozmowach o przyszłości Ukrainy, jakiej oczekiwałby polski rząd.

„Chce zasiadać przy stole podczas rozmów o przyszłości Ukrainy. Zamiast tego często dochodzi do spotkań tzw. grupy E3 złożonej z Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec. Polska jest o tym informowana po fakcie” – napisała Viktoria Grossmann na łamach „Süddeutsche Zeitung”.

Największe kontrowersje wzbudził jednak fragment dotyczący oczekiwań wobec Donalda Tuska. Niemiecka publicystka uznała, że premier powinien wyraźniej opowiedzieć się po stronie Berlina i Kijowa.

„Jeśli Tusk chce, by tam go bardziej słuchano, musi też w kraju wyraźnie opowiedzieć się po stronie sojuszników, od których domaga się uwagi i zaufania – Ukrainy, a także Niemiec” – stwierdziła Grossmann.

Warto podkreślić, że komentarz pojawił się w czasie, gdy w Polsce trwa debata dotycząca decyzji Wołodymyra Zełenskiego o uhonorowaniu jednostki wojskowej nazwą odwołującą się do UPA. W Polsce organizacja ta jest powszechnie kojarzona z ludobójstwem dokonanym na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej podczas II wojny światowej.