Wiceszef MSWiA Czesław Mroczek przedstawił dziś w Senacie informacje na temat interwencji służb, podejmowanych w wyniku fałszywych zgłoszeń mających paraliżować pracę nieprzychylnych rządowi mediów. Przekazał, że od 13 do 19 maja przeprowadzono 13 takich interwencji. Relacjonował też najsłynniejszą z nich – interwencję w mieszkaniu red. Tomasza Sakiewicza, w czasie której skuto i siłą wyprowadzono z mieszkania asystentkę dziennikarza. Zastosowanie tego typu środków przymusu bezpośredniego wiceminister uzasadniał… brakiem właściwej komunikacji.

- „Rozmowa z osobą, z panią, która otworzyła drzwi mieszkania i nie było tam właściwej komunikacji, doszło do sytuacji, w której funkcjonariusze - nie mogąc uzyskać właściwych informacji - użyli kajdanek, ale po informacji o tym, że ta pani będzie musiała być przewieziona w celu wyjaśnienia sytuacji, ustalenia i tożsamości do właściwej ich komendy rejonowej policji w Warszawie, ta pani podała swoje dane i w tym momencie odstąpiono od stosowania środków przymusu bezpośredniego. I też wcześniej dokonano oględzin tego mieszkania i ustalono, że sytuacja opisana w tym zgłoszeniu nie ma miejsca. Gdyby przebieg tej interwencji... gdyby była współpraca policji z osobą, która otworzyła to mieszkanie, zapewne tak, jak we wszystkich innych przypadkach, byłoby szybkie wyjaśnienie”

- mówił wiceszef MSWiA.

Nie odniósł się przy tym do zarzutów drugiej strony, wedle których policjanci odmawiali wylegitymowania się.

W czasie dyskusji głos zabrał senator PiS Grzegorz Bierecki, który podkreślił, że „musimy szczególną ochroną otoczyć dziennikarzy, którzy zapewniają naszej ojczyźnie wolność i demokrację”.

- „To oni są tymi, którzy stoją na straży najważniejszych kwestii, najważniejszych rzeczy. Jeśli oni będą milczeć, to skorumpowani, żądni władzy politycy będą mieli szansę sięgnięcia po władzę nad narodem. Dlatego musimy strzec dziennikarzy. Musimy dać ochronę tej czwartej władzy, która jest tak istotna do tego, aby wolność nas wszystkich była chroniona”

- powiedział.

Tymczasem, jak zauważył, „mamy w tej chwili ataki na dziennikarzy na różnym poziomie”.

- „Wielu ludzi na tej sali powinno się uderzyć we własne piersi i powinno sobie przypomnieć, jak się zachowuje w kontaktach z dziennikarzami, ile zniewag, ile gróźb kierowanych jest do dziennikarzy. I ta ryba gnije od głowy

- stwierdził.

Zwrócił uwagę, w jaki sposób do atakowanych redakcji odnoszą się najważniejsi politycy w kraju. Wskazał na zorganizowane grupy, zajmujące się wzywaniem do nienawiści wobec dziennikarzy nieprzychylnych rządowi mediów.

- „Mówię tutaj o grupach, które występują w internecie i wspierają obecnie rządzące ugrupowania. One tworzą atmosferę, której efektem są takie działania, które można zakwalifikować jako działania o charakterze terrorystycznym. One mają zastraszyć dziennikarzy. One mają doprowadzić do tego, żeby oni się bali dociekać do prawdy i żeby się bali strzec naszej wolności”

- podkreślił.

- „A to są środowiska, które wspierają bardzo mocno polityków koalicji rządzącej, którzy zachowują się źle wobec tych dziennikarzy. A tym samym inspirują te grupy do tych napaści w internecie. Do nawoływania w internecie do nienawiści w skrajnej postaci. Bo mówimy tutaj o groźbach naruszenia zdrowia, życia. Mówimy o groźbach w stosunku do rodzin tych ludzi”

- dodał.