Punktem wyjścia był marcowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego dotyczący transkrypcji aktu „małżeństwa” dwóch Polaków zawartego w Berlinie w 2018 roku. Sąd uznał, że urząd stanu cywilnego powinien dokonać wpisu do polskiego rejestru. W ubiegłym tygodniu w Warszawie dokonano pierwszej takiej transkrypcji.

Kotula nie kryła zadowolenia z decyzji sądu. W rozmowie przekonywała, że podobnych wpisów może dotyczyć nawet około dwóch tysięcy par. Jednak największe emocje wzbudził fragment rozmowy poświęcony kwestii ewentualnych rozwodów takich związków w Polsce.

Dziennikarz Marcin Zaborski zapytał wprost: „Czy po transkrypcji taka para może być nazywana małżeństwem czy nie?” Minister odpowiedziała bez wahania: „Oczywiście, że tak. No przecież to jest małżeństwo”.

Chwilę później prowadzący dopytał: „Czy pary jednopłciowe po transkrypcji mogą rozwieść się w Polsce?”. W tym momencie Kotula przyznała: „Myślę, że tak. Zaskoczył mnie pan tym pytaniem”.

Rozmowa szybko przerodziła się w debatę o konkretnych podstawach prawnych. „Jak? To proszę pomyśleć jak” – kontynuował Zaborski. Minister odpowiedziała: „Hm. Na zasadzie zwyczajnej, prywatne prawo międzynarodowe to reguluje”.

Dziennikarz nie odpuszczał i pytał dalej: „Ale gdzie mają to zrobić? Zawarli związek małżeński w Niemczech, mogą w Polsce to zrobić? Nie muszą jechać do Niemiec, żeby się rozwieść?”. Kotula odparła: „Według mnie tak, ale powiem panu szczerze, że nie zastanawiałam się…”.

Największe poruszenie wywołał jednak kolejny fragment rozmowy. „Gdzie mają pójść? Do notariusza, do sądu? Do którego sądu? Naprawdę pani tego nie rozważała? To jest jedna z kluczowych rzeczy” – mówił prowadzący. Minister próbowała odpowiadać: „Ale zaraz. Ale dlatego, że pan redaktor wychodzi z założenia, że wszyscy się będą rozwodzić? To nie chodzi o to, że nie ma na to pomysłu. Te małżeństwa są po prostu małżeństwami. Według polskiego prawa”.

Sprawa już wywołała liczne komentarze prawników oraz polityków. Część ekspertów zwraca uwagę, że polska konstytucja w art. 18 definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, co od lat pozostaje osią sporu dotyczącego uznawania związków jednopłciowych. Z kolei zwolennicy zmian podkreślają, że transkrypcja zagranicznych aktów stanu cywilnego nie musi automatycznie oznaczać pełnego zrównania statusu prawnego takich relacji z małżeństwami zawieranymi w Polsce.

Dodatkowe kontrowersje wzbudziły medialne doniesienia, według których przy dokonywaniu pierwszej transkrypcji w warszawskim urzędzie jeden z mężczyzn miał zostać wpisany w dokumentacji w rubryce „kobieta”. Informacja ta była szeroko komentowana przez media i polityków konserwatywnych.

Krótko mówiąc, absurd goni absurd patrząc na działania obecnej koalicji rządzącej.