„Moi drodzy Amerykanie, to jest Dzień Wyzwolenia. 2 kwietnia 2025 r. na zawsze zostanie zapamiętany jako dzień odrodzenia amerykańskiego przemysłu, dzień odzyskania przeznaczenia Ameryki i dzień, w którym zaczęliśmy ponownie czynić Amerykę bogatą” – zapowiadał uroczyście przed dwoma dniami prezydent Trump, ogłaszając nowe stawki celne dla poszczególnych krajów, będących partnerami handlowymi Stanów Zjednoczonych.
Donald Trump wcielając w życie obiecywaną swym wyborcom koncepcję „America First” tłumaczył zamiar wprowadzenia nowych zasad celnych, chęcią zerwania ze skrajnie nieuczciwymi, jego zdaniem, umowami handlowymi, które przez całe dziesięciolecia miały wysysać krew z amerykańskiej gospodarki, nakładając niejednokrotnie horrendalne opłaty na amerykańskie towary bez adekwatnej odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych.
Trump rwał się do wojny celnej tym bardziej im bardziej niepokojące były kolejne miesięczne dane mówiące o amerykańskich obrotach handlowych. W styczniu tego roku USA zanotowały nominalnie rekordowy deficyt handlowy, gdzie nadwyżka wartości importu nad eksportem sięgnęła 155,57 mld dol. Zresztą w lutym było niewiele lepiej, gdy deficyt ów sięgnął 147,91 mld dol.
Główny lokator Białego Domu nie miał już wątpliwości, że będzie musiał wcielić się w rolę chirurga, który ostrymi cięciami skalpelem celnym uwolni amerykańską gospodarkę od tego, co w optyce Trumpa nie pozwalało jej na właściwy rozwój.
2 kwietnia Donald Trump ogłosił więc światu, że wypowiada mu – jak oceniły to media na niemal wszystkich kontynentach – wojnę celną. Amerykanom zaś, że właśnie uwalnia ich kraj od przygniatających go przez lata brzemion.
Amerykański prezydent ogłosił długą listę nowych taryf celnych. Unia Europejska obarczona została wysokością ceł na poziomie 20 proc. Jeszcze gorzej na rewolucji celnej Trumpa wyszły Chiny - 34 proc.
Z najwyższym poziomem trumpowych taryf celnych zmierzyć się będą musiały takie kraje, jak: Lestoho - 50 proc., Kambodża - 49 proc, Laos – 48 proc., Madagaskar – 47 proc., Wietnam - 46 proc, czy Birma i Sri Lanka – po 44 proc.
Spośród krajów europejskich, najgorzej na nowym rozdaniu celnym wyszły: Serbia i Liechtenstein - 37 proc., Bośnia i Hercegowina – 35 proc., Macedonia Północna – 33 proc., czy Mołdawia – 31 proc.
Co ciekawe i zastanawiające zarazem, Trump nie objął nowymi, zwiększonymi taryfami celnymi produktów z takich krajów, jak Rosja (w przeciwieństwie do Ukrainy obłożonej cłami 10 proc.), Białoruś, Kuba czy Korea Północna. Warto zaznaczyć, że rosyjski eksport do USA osiąga wartość ok. 3 mld dol., co jak szybko obliczyli analitycy oznaczałoby, że gdyby konsekwentnie zastosować klucz przeliczeń taryf celnych Trumpa, powinno to skutkować obłożeniem Rosji cłami na poziomie 42 proc. Z niewiadomych przyczyn tak się jednak nie stało.
Najmniejszy powód do zmartwień w całej zachodniej Europie mają chyba Brytyjczycy, którym jak zauważył „Telegraph” dzięki Brexitowi sprzed kilku lat - udało się uciec spod topora 20-procentowych amerykańskich ceł nałożonych na kraje unijne i wziąć na siebie taryfy o połowę niższe.
Donald Trump wstępnie oszacował, że po jego rewolucji przychody z ceł dadzą Stanom Zjednoczonym aż 600 mld dol., a więc ok. 2 proc. PKB brutto rocznie.
Póki co w reakcji na cła odwetowe Trumpa rynki światowe nie zareagowały najlepiej. Wzrosły ceny złota, a wielu europejskich ekspertów mówi o punkcie zwrotnym dla globalnej gospodarki, z niepokojem oczekując na konsekwencje obecnego stanu rzeczy.
Nie zmąciło to jednak nastrojów w Białym Domu. „Wszystko idzie bardzo dobrze. To jest operacja. Gdy pacjent jest operowany to poważna sprawa. Przewidziałem, że tak właśnie będzie. Zbierzemy sześć lub siedem bilionów dolarów z importu do naszego kraju. Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy. Rynki będą szły w górę, ceny akcji wzrosną, kraj się będzie rozwijać” – uspokajał Amerykanów po upływie ponad doby od wprowadzenia nowych taryf celnych prezydent Trump.
„Będziemy mieć kwitnący rynek akcji przez długi czas, ponieważ reinwestujemy w Stany Zjednoczone” - wtórował Trumpowi na antenie telewizji Fox News wiceprezydent USA JD Vance.
Zresztą Donald Trump już 7 lat temu, podczas swojej pierwszej prezydenckiej kadencji przekonywał, że „wojny handlowe są dobre i łatwe do wygrania”.
Czy jednak na pewno prezydent Trump w sposób właściwy odrobił lekcję z historii?
Wielu ekspertów przypomina dziś wojnę celną zapoczątkowaną u progu lat 30. przez ówczesnego republikańskiego prezydenta Stanów Zjednoczonych Herberta Hoovera.
Hoover objął władzę w USA na początku marca 1929 roku a już niespełna 8 miesięcy później miał miejsce słynny Czarny Czwartek na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych, który zapoczątkował Wielki Kryzys, jaki nieodłącznie towarzyszył prezydenturze Hoovera aż do samego jej końca.
17 czerwca 1930 roku prezydent Herbert Hoover podpisał przegłosowaną kilka miesięcy wcześniej w Senacie przewagą dwóch głosów ustawę Smoota-Hawleya, nakładającą wysokie cła na 20 tysięcy towarów importowanych przez Stany Zjednoczone.
Poziom taryf celnych na niektóre z importowanych przez USA towarów sięgał nawet poziomu 40-48 proc.
Jednym z celów ustawy Smoota-Howleya była ochrona stanowiących wówczas czwartą część społeczeństwa Stanów Zjednoczonych amerykańskich farmerów przed napływem tańszej żywności z Europy.
Jednak zapisy ustawy systematycznie się rozrastały, gdyż kolejni amerykańscy senatorowie postanowili demonstrować swą troskę o inne, poza farmerami, grupy społeczne w Stanach Zjednoczonych.
W odpowiedzi na cła Hoovera inne kraje również podwyższyły stawki celne wymierzone w amerykański eksport, co poskutkowało gwałtownym spadkiem obrotów w światowym handlu.
W ciągu czterech lat od momentu zapoczątkowania przez Hoovera wojny celnej, doprowadziła ona do spadku światowego handlu aż o dwie trzecie.
Poziom nominalnego PKB Stanów Zjednoczonych już w pierwszym roku obowiązywania nowych taryf celnych spadł o 8,5 proc. i z każdym kolejnym rokiem spadek ten drastycznie wręcz przybierał na sile.
Ostatecznie USA wycofały się z wojny celnej w 1934 roku. Nowe taryfy celne ustanowione przez prezydenta Herberta Hoovera, które miały przyczynić się do zwalczenia Wielkiego Kryzysy, zdaniem wielu ekonomistów jeszcze wydatnie go pogłębiły i wydłużyły w czasie.
Jakie efekty przyniesie światu i Stanom Zjednoczonym rewolucja celna Donalda Trumpa, czas pokaże.