„Jesteśmy zawiedzeni wieloma europejskimi liderami, ponieważ nie wydają się specjalnie zainteresowani rozwiązaniem konkretnych konfliktów” – mówił Vance w trakcie wystąpienia na Mathias Corvinus Collegium. Podkreślił przy tym, że jego zdaniem szczególną rolę w próbach zrozumienia konfliktu odegrał Viktor Orban, którego określił jako polityka „zachęcającego do prawdziwego zrozumienia tej wojny”.
Największe kontrowersje wywołała jednak jego ocena wypowiedzi ukraińskiego prezydenta. Vance odniósł się do sugestii, że Wołodymyr Zełenski mógłby przekazać dane adresowe Viktora Orbana ukraińskim żołnierzom. „To było skandaliczne” – ocenił bez ogródek wiceprezydent USA, wskazując, że tego typu słowa tylko pogłębiają napięcia.
W szerszym kontekście Vance przyznał, że zakończenie wojny okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładano. „Tak, jak mówił prezydent, to najtrudniejsza wojna do rozwiązania. W pewien sposób myśleliśmy, że będzie najłatwiejsza, ale jest najtrudniejsza” – powiedział. Zwrócił również uwagę na dramatyczny koszt konfliktu: „Rosjanie i Ukraińcy walczą w tej chwili o kilka kilometrów kwadratowych (…) Czy to jest warte ceny, jaką są życia setek tysięcy młodych ludzi?”.
Amerykański polityk podkreślił, że choć Donald Trump oraz Viktor Orban chcą dążyć do pokoju, ostateczna decyzja należy do stron konfliktu. „Możemy tylko otworzyć drzwi. Rosjanie i Ukraińcy muszą przez nie przejść” – zaznaczył.
Wystąpienie Vance’a miało również wyraźny wymiar polityczny w kontekście nadchodzących wyborów na Węgrzech. Wiceprezydent USA otwarcie wsparł Viktora Orbana, wskazując, że „na Orbana wylewane jest dużo ścieków”, a jego rząd „robi dobrą robotę i jest ważnym partnerem w działaniach na rzecz pokoju”.
Nie zabrakło także krytyki pod adresem Unii Europejskiej. Vance zarzucił jej próbę wpływania na wybory poprzez wstrzymywanie środków finansowych dla Węgier. „Węgrzy powinni odrzucić biurokratów z Brukseli” – stwierdził. Na te słowa szybko zareagowały Niemcy, których przedstawiciel uznał, że sama wizyta amerykańskiego polityka „mówi sama za siebie o tym, kto ingeruje w co”.
Wystąpienie J.D. Vance’a pokazuje rosnące napięcia nie tylko wokół wojny na Ukrainie, ale także w relacjach między Stanami Zjednoczonymi a częścią europejskich elit politycznych.
