W ostatnich miesiącach w mediach społecznościowych gwałtownie wzrosła liczba viralowych materiałów oskarżających brytyjski rząd o „uleganie islamizacji” kraju. Wiele z nich dotyczyło protestów propalestyńskich, polityki migracyjnej czy działań policji wobec demonstrantów. Część przekazów okazywała się jednak zmanipulowana lub wyrwana z kontekstu.

Mimo to emocje społeczne są realne. Wielka Brytania od lat przechodzi głęboką transformację kulturową i demograficzną. Dane Office for National Statistics pokazują, że w spisie powszechnym z 2021 roku liczba osób deklarujących chrześcijaństwo w Anglii i Walii po raz pierwszy spadła poniżej połowy społeczeństwa. Jednocześnie rośnie liczba mieszkańców wyznających islam oraz osób niereligijnych.

Dla części konserwatywnych środowisk stało się to symbolem głębszego kryzysu cywilizacyjnego. Brytyjska prawica coraz częściej oskarża elity polityczne o osłabianie tradycyjnej tożsamości narodowej pod hasłami multikulturalizmu i politycznej poprawności.

„Wielu Brytyjczyków ma poczucie, że ich własna kultura staje się czymś, czego nie wolno już publicznie bronić” — mogliśmy przeczytać na łamach The Telegraph, po serii napięć społecznych i protestów w Londynie.

W centrum tego sporu znajduje się dziś premier Keir Starmer. Dla swoich zwolenników pozostaje politykiem próbującym utrzymać stabilność wielokulturowego społeczeństwa. Krytycy widzą w nim jednak symbol liberalnego establishmentu oderwanego od tradycyjnych wartości brytyjskich.

Sam Starmer wielokrotnie podkreślał znaczenie patriotyzmu i symboli narodowych. „I’m very encouraging of flags. I think they’re patriotic” — mówił w jednej z publicznych wypowiedzi dotyczących brytyjskich flag.

Jednocześnie premier zdecydowanie potępia islamofobię i podkreśla konieczność ochrony mniejszości religijnych. To właśnie ten element polityki wywołuje szczególnie silną krytykę części środowisk konserwatywnych, które uważają, że państwo nieporadnie reaguje na radykalizm islamski i problemy integracyjne.

Napięcia nasiliły się po zamieszkach w Southport oraz po dużych demonstracjach propalestyńskich organizowanych w Londynie po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. W internecie szybko zaczęły pojawiać się narracje przedstawiające Wielką Brytanię jako kraj tracący własną tożsamość.