Do szokujących wydarzeń doszło, kiedy w Sejmie minister sprawiedliwości Waldemar Żurek prezentował tzw. „ustawę praworządnościową”, a w posiedzeniu tym uczestniczyła przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka. Wówczas to do siedziby KRS weszli prokuratorzy w asyście policji. Śledczy żądali wydania akt spraw prowadzonych przez rzeczników dyscyplinarnych sędziów, a kiedy te żądania nie zostały spełnione, siłą rozpruwano zamki do ich gabinetów i otwierano sejfy. Co znamienne, obaj rzecznicy przebywali w tym czasie na wyjeździe. W kraju nie było też prezydenta, który brał udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.

W reakcji na te wydarzenia prezydent Karol Nawrocki zaprosił na spotkanie przewodniczącą KRS. Sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka gościła dziś w programie Tomasza Sakiewicza na antenie Telewizji Republika, gdzie opowiedziała o szczegółach tych wydarzeń.

- „To nie jest tak, że miałam jakikolwiek wpływ na to, żeby kogoś wpuścić, bądź nie wpuścić do budynku, tylko został zastosowany przymus bezpośredni, aparat państwa zadziałał swoją siłą poprzez wprowadzenie funkcjonariuszy”

- podkreśliła.

- „Było postanowienie prokuratora wydane i skierowane do sekretarki, nie do mnie. Ja tylko zapoznałam się z treścią tego postanowienia, ponieważ jestem kierownikiem jednostki i z góry założono, że będzie przeszukanie. Natomiast postanowienie nie zawierało w ogóle konkretnych rzeczy, które mielibyśmy wydać, więc musiało dojść do przeszukania. W wyniku tego przeszukania, które trwało ponad 12 godzin, zabezpieczono materiały, które nijak się mają do treści tego postanowienia”

- dodała.

Przekazała, że „zabrano akta obrończe któregoś z sędziów” oraz prywatne dokumenty sędziów.

- „Pakowano to wszystko do worków. Prokurator chciał oddać te akta obrończe, ale już nie mógł, bo nikt tego nie mógł znaleźć”

- relacjonowała.

Przewodnicząca KRS zapowiedziała złożenie zażalenia oraz zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.