Trwa niebywały kryzys w Polsce 2050. Po kompromitujących ugrupowanie wyborach na przewodniczącego, których II tura musiała zostać unieważniona z uwagi na „problemy techniczne”, obserwujemy festiwal wzajemnych oskarżeń, a media ujawniają coraz bardziej toksyczne relacje zza kulis funkcjonowania partii. Sam Szymon Hołownia mówi już o przekształceniu Polski 2050 w Polskę 1670, nawiązując w ten sposób do popularnej satyry. Wcześniej jednak to właśnie Hołownia zmieniał zdanie na temat swojej przyszłości w partii. Najpierw zrezygnował z ubiegania się o kolejną kadencję przewodniczącego, kiedy aspirował do urzędu komisarza ONZ ds. uchodźców. Kiedy w Nowym Jorku mu się jednak nie powiodło, wysyłał sygnały o gotowości do pozostania liderem Polski 2050. Starali się o to jego najbliżsi współpracownicy, których korespondencję – w tym wulgarne wywody minister kultury – ujawniły kilka dni temu media. To właśnie w działaniach samego Hołowni część działaczy ma widzieć przyczyny chaosu w partii. Wskazują na to źródła red. Dominiki Długosz, która o kryzysie Polski 2050 pisze na łamach „Newsweeka”.

- „Wszyscy mają go serdecznie dość. Naprawdę od lidera należy wymagać jakiejś minimalnej chociaż stabilności. To, co teraz oglądamy, to efekt jego knucia, niezdecydowania, to on jest źródłem całego tego zamieszania”

- cytuje swoich rozmówców dziennikarka.

Autorka zastanawia się, w jaki sposób wydarzenia w Polsce 2050 wpłyną na rządzącą koalicję.

- „Czy awantura w partyjce mającej 650 członków może wywrócić rząd?”

- pyta.