Wydawałoby się, że w niezwykle katolickim kraju, jakim zawsze była Polska, chadecka tradycja polityczna powinna być czymś naturalnym. Tymczasem ruch chrześcijańsko-narodowy w Polsce po 1918 roku najsilniej przyjął się na terytoriach należących do dawnego zaboru pruskiego. Nie było w tym nic dziwnego, bo w cesarstwie wilhelmińskim w latach 1871–1918 kierująca się katolicką nauką społeczną niemiecka Partia Centrum była sporą siłą, szczególnie na Górnym Śląsku.
Nic więc dziwnego, że najbardziej znanym polskim chadekiem był Wojciech Korfanty, do którego dołączył później Józef Haller, kojarzony wcześniej raczej z obozem narodowym. Problemem chadecji od samego początku była jej fragmentaryzacja. Chadecy generalnie byli bardzo krytyczni wobec rządów sanacji, ale środowisko to było dosyć podzielone.
Wydawałoby się, że do powstania silnej partii chadeckiej dojdzie w 1937 roku, kiedy to w wyniku połączenia Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji, Narodowej Partii Robotniczej i Związku Hallerczyków powstało jedno duże Stronnictwo Pracy. Tyle że znów chadecję prześladował pech.
II RP miała przetrwać jeszcze mniej niż dwa lata i Stronnictwo Pracy musiało po rozpoczęciu okupacji niemieckiej we wrześniu 1939 roku zejść do podziemia. Pozycja SP na emigracji, a pośrednio także w kraju, wzmocniła się, gdyż chadecy odegrali ważną rolę w rządzie gen. Władysława Sikorskiego, a potem w gabinecie Stanisława Mikołajczyka jako siła, która miała moralne prawo rozliczać obóz sanacyjny z klęski wrześniowej.
Po II wojnie światowej Stronnictwo Pracy postanowiło – podobnie jak Stanisław Mikołajczyk – uznać zabór ziem wschodnich Rzeczypospolitej i wejść w skład zdominowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Bardzo szybko, o wiele słabsza od PSL-u partia – Stronnictwo Pracy – została na tyle zinfiltrowana przez agentów bezpieki, że 18 lipca 1946 roku Zarząd Główny Stronnictwa Pracy zawiesił swoją działalność. Ci najbardziej nieprzejednani wobec komunizmu zostali aresztowani i wytoczono im procesy. Ci, których zastraszono lub przekupiono, weszli do oficjalnego Stronnictwa Demokratycznego.
Na korzyść ówczesnej generacji chadeków trzeba zaznaczyć, że na ogólną liczbę 17 tysięcy członków partii (według danych z 1946 roku) tylko niecałe 1000 – choć był w tej liczbie prezes SP Tadeusz Michejda – wstąpiło do kontrolowanej przez komunistów parodii partii chadeckiej. Przez kolejne cztery dekady PRL Stronnictwo Demokratyczne uchodziło za wybór dla „konformistów z wyrzutami sumienia” – jako ugrupowanie mieszczące się w systemie politycznym Polski Ludowej, ale unikające marksistowskiego zacietrzewienia. Czasem dla prestiżu emigracyjnego Stronnictwa Pracy, które dumnie kontynuowało swoją działalność, skłaniano premiera rządu emigracyjnego – Hugona Hanke z SP – do demonstracyjnego powrotu do kraju i uznania legalności PRL. Stronnictwo Pracy, na czele którego stały tak zasłużone i zacne postacie jak Jan Kułakowski czy Konrad Sieniewicz, trwało w emigracyjnym oczekiwaniu na zmiany w Polsce. I swoisty renesans siły polskiego katolicyzmu, którego najbardziej wyrazistym sygnałem był wybór Karola Wojtyły na papieża, obudził nadzieję na renesans myśli chadeckiej w Polsce. W Polsce depozytariuszem takich nadziei w latach 80. było środowisko Janusza Zabłockiego, który w tym czasie prowadził grę na dwa fortepiany. Z jednej strony sugerował, że skupione wokół niego środowisko może wywalczyć koncesję na tworzenie ruchu chadeckiego, z drugiej strony wchodził np. w skład Rady Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa Wojciechu Jaruzelskim.
Wydawałoby się, że polityczny przełom, którego zwiastunami były rozmowy w Magdalence, a które doprowadziły z czasem do rozmów Okrągłego Stołu, otwierają pole do działania także dla polskich chadeków. W lutym 1989 roku Zabłocki wraz ze znanym adwokatem i obrońcą opozycji Władysławem Siłą-Nowickim oraz w porozumieniu ze środowiskami SP na emigracji reaktywował w kraju nową partię – Chrześcijańsko-Demokratyczne Stronnictwo Pracy. Chcąc zaakcentować swoistą niezależność, Siła-Nowicki jako reprezentant Ch-DSP wystartował w wyborach kontraktowych 4 czerwca 1989 roku, rzucając wyzwanie na warszawskim Żoliborzu Jackowi Kuroniowi, który startował z listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”.
Jednak ten teoretycznie sprytny pomysł zupełnie nie wypalił. Ludzie chcieli wygranej „Solidarności” i bardzo niewiele osób postanowiło oddać swój głos na reprezentanta mało znanej partii chadeckiej. Ponadto w wypadku Janusza Zabłockiego, w chwili, gdy upadał PRL, jego rozmaite flirty z ekipą gen. Jaruzelskiego zaczęły mu w politycznej karierze ciążyć jak kula u nogi. Efektem tych rozrachunków z epoką lat 80. było to, że w kwietniu 1990 roku na III kongresie Ch-DSP (trzecim, bo dwa poprzednie odbyły się przed wojną) Zabłocki nie wszedł nawet do nowych władz partii. A Władysław Siła-Nowicki, choć miał nieskazitelny opozycyjny życiorys, na polityka się nie nadawał. W rezultacie, gdy w 1990 roku chadecy wpadli na pomysł, by Władysław Siła-Nowicki został kandydatem prezydenckim, nie udało im się zebrać wymaganej liczby podpisów.
Chadecy z SP mieli jeszcze nadzieję, że to na nich postawi Lech Wałęsa, który w 1990 roku zaczął tworzyć swój własny ruch polityczny. Po paru miesiącach chadecy przeżyli jednak rozłam. Część polityków SP przeszła do Porozumienia Centrum Jarosława Kaczyńskiego, a pozostali w kolejnych miesiącach powołali trzy różne ugrupowania: Chrześcijańsko-Demokratyczne Stronnictwo „Zjednoczenie” na czele z Ryszardem Benderem, Partię Chrześcijańsko-Demokratyczną oraz wreszcie Górnośląską Chrześcijańską Demokrację na czele z Kazimierzem Świtoniem. Wszystkie te ugrupowania po pewnym czasie zanikły lub skłóciły się na amen.
Przez kolejne trzy dekady pomysły na wskrzeszenie myśli chadeckiej pojawiały się pod rozmaitymi szyldami, ale zawsze z niewielkim skutkiem. Rolę partii nawiązującej do myśli katolickiej pełniły Porozumienie Centrum Jarosława Kaczyńskiego oraz Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Od około 2000 roku najbardziej rzucającą się w oczy partią, która podkreślała swoje katolickie inspiracje, było spośród największych sił politycznych jedynie Prawo i Sprawiedliwość. Stronnictwo Pracy wciąż istnieje, ale jest to ugrupowanie niezbyt duże. W wyborach prezydenckich polscy chadecy poparli Marka Wocha, lidera Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni Samorządowcy. Po porażce w wyborach prezydenckich Marek Woch przystąpił do Stronnictwa Pracy i 26 lipca 2025 roku został prezesem tej partii.
Dlaczego chadecy w Polsce nie odnieśli sukcesu? Wśród wielu powodów można wymienić dwa: brak zdolnego, wyrazistego lidera oraz odsunięcie się Kościoła od wspierania konkretnych partii. A poza tym fenomen chadecji, który okazał się sukcesem w latach 50., 60. i 70., z czasem na Zachodzie zaczął blednąć – akurat wtedy, kiedy Polska zrzuciła z siebie kajdany dominacji sowieckiej. Gdy chadecy ze zdziwieniem pytali, jak to możliwe, że chadecka partia nie może uzyskać sukcesów w kraju katolików, historycy wskazywali, że już w II RP było dokładnie tak samo. Skąd więc to zdziwienie?
Piotr Semka
