Gawkowski, Siemoniak, Kierwiński, Berek wiedzą o tym dobrze. Mają kredyty hipoteczne, które bank ubezpiecza na ich dochodach i nieruchomościach. Nie można kupić 190 mld zł za bezcen. Roczna tylko stopa wyjściowa zakupu, sygnalizowane przez Tuska 3,17 proc., daje wprost 142,54 proc. kwoty kupionej z Berlina za pośrednictwem kantoru w Brukseli. Już ten obrachunek dodaje do ceny pierwotnej 271 mld zł. Jeśli jednak, bo Tusk „łby zakute” cynicznie okłamuje, policzyć procent narastający, to odsetki po upływie pierwszego roku od transakcji wyniosą nieco ponad 6 mld złotych, ale po 10 roku konsumpcji - będzie to prawie 8 mld złotych; dochód pożyczkodawcy wzrośnie więc przez dekadę wakacji kredytowych o ok. 2 mld zł. Nadmorskie wiatry brzydkie zapachy po Tusku już rozwieją po zatoce niekoniecznie gdańskiej, gdy niemiecki sprzedawca pieniędzy zacznie spokojnie księgować zyski.
Rząd bowiem, skoro tai przed opinią publiczną sposób zabezpieczenia transakcji, musiał pożyczkodawcę wyjątkowo komfortowo ubezpieczyć. Z literatury dla „łbów zakutych” wynika, że mógł ugodzić się na hipotekę na gruntach skarbu państwa, na przykład zasobach lasów państwowych. Mógł zgodzić się na przewłaszczenie kupowanego uzbrojenia, byłoby ono wtedy własnością kanclerza Merza albo prezydenta Macrona do czasu pełnej spłaty. Można tez zastosować zastaw na sprzęcie pozostającym w dyspozycji armii. Legitymizować transakcje mogłaby też gwarancja BGK, a też blokada pieniędzy na rachunkach budżetu państwa i dobrowolne poddanie się egzekucji długu na podstawie przepisów art 777 kodeksu cywilnego. Tusk mógłby też podpisać weksel in blanco, bo jak wiadomo, nic w zasadzie nie posiada, nawet własnego dachu nad głową. Poręczycielem takiego weksla mogliby być wicepremierzy Sikorski i Kosiniak-Kamysz, obaj niezadłużeni, a nawet majętni prywatnie. Pozostaje jeszcze ubezpieczenie transakcji i cesja praw z polisy.
Raz już Polska długi z lat 70. Spłacała, zabiegając w różnych politycznych kantorach o litość. Każdy kredyt jest w swojej substancji elementem tresury ekonomicznej, a w przypadku państw także politycznym narzędziem dyscyplinarnym reglamentującym suwerenność. W dług łatwo wpaść, ale trudno się z niego wydostać.
Nie wiem, jak Tusk nazwałby Tuska,s koro nie jest on „zakutym łbem”, a to, co robi, robi nie ze „zwykłej głupoty”, tylko, jak się zdaje, w politycznym lub finansowym interesie obcych państw?
Zdecydowanie mocniej?
Zawetowanie tej transakcji przez prezydenta RP ma podstawy konstytucyjne, społeczne i gospodarcze. Jak mówi Król Lear: „Pilnuj domu i sakiewki”.
