Dziś już mało kto pamięta potworny szok, jaki przeżył obóz lewicy postkomunistycznej między 2001 a 2005 rokiem. Wybory do Sejmu w 2005 roku przyniosły Sojuszowi Lewicy Demokratycznej imponujący wynik 41,04%, a na partię, na czele której stał Leszek Miller, głosowało 5 342 549 wyborców. Tyle że afera Rywina całkowicie zniszczyła prestiż byłych członków PZPR przemalowanych na demokratów. W 2005 roku SLD otrzymała 11,31%, co oznaczało jedynie 1 335 257 wyborców. Jak można było stracić prawie cztery miliony zwolenników w ciągu pięciu lat? To pytanie powtarzali wówczas publicyści z prawa i lewa.
Skompromitowany Miller musiał oddać władzę po wyborach w 2005 roku i partia postanowiła spróbować ucieczki do przodu. Nowym liderem został były minister rolnictwa w rządzie Millera, Wojciech Olejniczak. Gdy w 2005 roku został szefem partii, miał jedynie 31 lat i wiele osób uważało, że odmłodzi ugrupowanie, które wcześniej kojarzyło się głównie z pokoleniem Aleksandra Kwaśniewskiego. Ale kolejne miesiące nie pokazywały, by ten atut młodości przekładał się na wzrost sondażowy partii. Gdy w 2007 roku doszło do nowych, przyspieszonych wyborów do Sejmu, wielki sojusz pod nazwą Lewica i Demokraci uzyskał co prawda lepszy wynik niż dwa lata wcześniej – ale niewiele lepszy – 13,15%. I bardzo szybko Olejniczak pozrażał sobie wszystkich ważnych graczy w swojej partii. Jak szeptano w kuluarach: „można mieć uśmiech dziecka, ale nie można być w polityce naiwnym jak dziecko”. Na podwinięcie się nogi Olejniczakowi czekał już Grzegorz Napieralski. 31 maja 2008 roku w głosowaniu na przewodniczącego SLD Napieralski wystawił swoją kandydaturę przeciwko Olejniczakowi i wygrał stosunkiem 231 do 210. Nie było to imponujące zwycięstwo, ale do zmiany na fotelu lidera doszło. Kim był nowy szef obozu Lewicy?
Pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, że był postkomunistą drugiej generacji. Cezary Łazarewicz, który w 2008 roku opisywał jego sylwetkę na łamach tygodnika „Polityka”, wskazywał: „Bernard Napieralski, ojciec Grzegorza, był etatowym instruktorem w Szczecińskim Komitecie Wojewódzkim PZPR. Nigdy nie pełnił żadnej eksponowanej funkcji w partii. – Benio to bardzo skromny człowiek, który zawsze marzył, żeby jego syn zaszedł w partii wysoko, skoro jemu się to nie udało – mówi Grażyna Kochańska, była radna SLD w Szczecinie”. Przemiany roku 1989 Grzegorz Napieralski, który miał 15 lat, kojarzył z utratą pracy przez ojca i matkę oraz sporą niepewnością. Pamięta, że „wkurzyło go wprowadzenie religii do szkoły w momencie, gdy szalało bezrobocie”. Dla dzieci zdeklasowanych komunistów, takich jak młody Napieralski, wzorcem był wówczas Aleksander Kwaśniewski. W tygodniku „Polityka” zacytowano jego słowa: „Bardzo chciałem poznać Kwaśniewskiego”. Gdy w 1995 roku, w ramach kampanii prezydenckiej, Kwaśniewski odwiedził Szczecin i po spotkaniu z wyborcami dał się zaprosić na uroczystą kolację z miejscowym aktywem SLD, Napieralskiemu tak bardzo zależało, żeby zobaczyć słynnego Olka na żywo, że wkręcił się na spotkanie jako pomocnik kelnera. A potem już sam zaczął piąć się w lokalnej drabinie SLD w Szczecinie i na Pomorzu Zachodnim. Jeszcze w 2001 roku bez powodzenia kandydował do Sejmu, ale już w czerwcu 2004 objął mandat poselski w miejsce Bogusława Liberadzkiego, wybranego do Parlamentu Europejskiego. Po raz pierwszy do Sejmu wybrany został dopiero w 2005 roku, a w 2007 powtórzył swój sukces. Gdy wybrano go 30 maja 2008 na lidera SLD, wydawało się, że pojawił się realny następca skutecznego, ale cynicznego Leszka Millera.
Napieralski reklamował się jako polityk, który jest tak samo młody jak Olejniczak, ale pozbawiony jego naiwności i braku talentu do współpracy z ludźmi. Nowy lider często nawiązywał do atrakcyjnego wówczas wzorca socjalistycznego premiera Hiszpanii José Luisa Zapatero. Powtarzał, że skoro Zapatero udało się wygrać w Hiszpanii rządzonej przez prawicę, to podobną niespodziankę można zrobić w Polsce. W cytowanym tekście w „Polityce” odgrażał się: „Zapatero wygrał, bo poszedł do robotników i obiecał rozwiązać sprawy socjalne”. Napieralski wybrał się nawet na kilkudniowy pobyt w Hiszpanii dzięki pośrednictwu eurodeputowanego Marka Siwca, by przyjrzeć się sukcesowi zapaterowców z bliska. Z tych buńczucznych zapowiedzi niewiele jednak wyszło.
W wyborach prezydenckich w 2010 roku Napieralski zdobył 13,68% głosów, zajmując trzecie miejsce spośród dziesięciu kandydatów, ale był to jego ostatni większy sukces. W wyborach do Sejmu w 2011 roku uzyskał bardzo słaby wynik w Szczecinie – 6,28% głosów w okręgu. Przygnębiony tym rezultatem zrezygnował z kierowania partią. 10 grudnia 2011 roku zastąpił go Leszek Miller, który z triumfem wrócił na czoło SLD, złośliwie komentując kadencje młodych przywódców jako okres straconych lat.
Dlaczego Napieralskiemu się nie udało? Wydaje się, że zadecydował o tym jego cynizm i makiawelizm. We wspomnianym tekście w „Polityce” jeden z jego rywali mówił: „W stosunku do ludzi, którzy pomogli mu w karierze, zawsze postępuje tak samo. Najpierw ich oswaja, potem wykorzystuje, następnie dyskredytuje, a na koniec się ich pozbywa. Niepokornych rozjeżdża”.
Napieralski był więc wystarczająco silny, by niszczyć rywali w swojej partii, a jednocześnie zbyt mało oryginalny, by stworzyć nową wizję dla lewicy.
W czerwcu 2011 roku wystąpił wraz z Andrzejem Rozenkiem z SLD i założył efemeryczną partię Biało-Czerwoni. Ugrupowanie nie odniosło sukcesu, więc pod koniec 2015 roku Napieralski zapukał do drzwi Platformy Obywatelskiej. Tam uzyskał mandat senatora z poparciem Donalda Tuska. W 2019 roku zdobył mandat posła IX i X kadencji, zapisując się do PO. Dziś nie jest postrzegany jako lider, lecz jako polityk drugiego szeregu, który – jak się wydaje – dobrze odnajduje się w tej roli.
Piotr Semka
