„Absolutnie powszechne jest bzdurne przekonanie, że w przypadku jogi mamy do czynienia jedynie z ćwiczeniami fizycznymi” – podkreśla Tekieli. Jak zaznacza, joga od samego początku była systemem duchowym, którego celem nie jest zdrowie czy relaks, lecz głęboka przemiana człowieka. „Drogą jogi […] jest opanowanie emocji, potem psychiki, wreszcie ciała, aż do wejścia w stan pustki. Na końcu tej ścieżki […] nie ma miejsca na Stwórcę” – mówi wprost.
Publicysta zwraca uwagę, że zachodnia kultura dokonała swoistej reinterpretacji jogi, odrywając ją od jej źródeł. „Uwspółcześnienie, westernizacja jogi jest jej okaleczeniem. I uwspółcześniona joga kaleczy” – ocenia. W jego opinii próba ograniczenia jogi do ćwiczeń rozciągających czy oddechowych pomija jej fundamentalny wymiar filozoficzny i religijny. „Czy można arbitralnie oddzielić praktykę od jej celu? Skoro ona działa i ten cel został osiągnięty przez setki tysięcy adeptów?” – pyta retorycznie.
Tekieli szeroko odnosi się również do popularnych w przestrzeni publicznej pojęć „energii”, „czakr” czy „przepływu”. Jego zdaniem są to koncepcje pozbawione podstaw naukowych. „Nauka mówi, że opowieści o pranie, chi czy ‘energii orgonu’ są bajędami” – stwierdza. Dodaje przy tym, że przypisywanie im charakteru naukowego „jest albo świadectwem ignorancji, albo perfidii, służąc zwodzeniu ludzi”.
W jego analizie istotną rolę odgrywa także kontekst historyczny i kulturowy. Tekieli wskazuje, że współczesna popularność jogi i szerzej – nurtów New Age – nie jest przypadkowa. „Na dzisiejszą popularność […] składa się wysiłek kilku pokoleń adeptów antychrześcijańskich stowarzyszeń wiedzy tajemnej oraz misjonarzy New Age” – podkreśla. W jego ocenie mamy do czynienia z długotrwałym procesem kulturowym, który zmienia sposób myślenia o duchowości na Zachodzie.
Jednym z najmocniejszych elementów jego wypowiedzi jest osobiste świadectwo. „Przeszedłem przez ‘energetyczną’ inicjację, moje czakry zostały otwarte […] przeżyłem doświadczenie samadhi” – relacjonuje. Jak dodaje, skutki tego doświadczenia były dla niego trudne: „Efektem były trwające kilka lat bardzo kaleczące doświadczenia wewnętrzne”. To właśnie te przeżycia skłoniły go do krytycznej refleksji nad praktykami, które wcześniej uznawał za rozwijające.
Tekieli podkreśla, że joga – wbrew obiegowym opiniom – wpływa nie tylko na ciało, ale przede wszystkim na światopogląd. „Człowiek ćwicząc jogę powoli zmienia sposób patrzenia na świat oraz zmienia mu się obraz Boga” – zaznacza. Jego zdaniem nie jest to proces neutralny, lecz prowadzący do określonych konsekwencji duchowych.
Publicysta odnosi się także do wypowiedzi znanych osób promujących praktyki energetyczne. Wskazuje, że często nie zdają sobie one sprawy z ich znaczenia. „Większość osób mówiących o wibracjach, czakrach i energiach […] została poddana wielopoziomowej manipulacji” – ocenia.
W jednym z najbardziej obrazowych fragmentów swojej wypowiedzi Tekieli porównuje wybór duchowy do wejścia do nieznanego pomieszczenia: „A warto zadać sobie pytanie […] stojąc przed zamkniętymi drzwiami do miejsca, które jest wypełnione gazem, o którego składzie nic nie wiemy. Ja byłem w obu pomieszczeniach. Nikomu tamtego nie polecam”.
Mimo ostrego tonu swoich ocen, publicysta podkreśla, że nie chce nikogo zmuszać do przyjęcia jego stanowiska. „Nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywać. Chcę tylko, by każdy mógł dokonać świadomego wyboru” – zaznacza. Jego zdaniem kluczowe jest uświadomienie sobie, że joga – nawet w swojej popularnej, „zachodniej” wersji – nie jest wyłącznie neutralną praktyką zdrowotną, lecz niesie ze sobą określone konsekwencje duchowe i światopoglądowe.
