Na krótkim filmiku nowy marszałek sejmu Włodzimierz Czarzasty marszczy z powagą brew. Z przejęciem opowiada, jak wielkim zagrożeniem dla wszystkich jest pornografia, hejt czy nowe systemy komputerowe, które potrafią na podstawie zdjęcia rozebrać kogoś i przedstawić go nago. Po takim zrobieniu dramatycznego klimatu Czarzasty wyciąga oskarżająco palec w kierunku prezydenta Karola Nawrockiego. Wzywa głowę państwa, by natychmiast poparła proponowane przez rząd projekty ustaw mających zwalczać nienawiść w sieci. Oczywiście lider nowej lewicy nie dodaje, że ustawa została tak sformułowana, że pozostawiać będzie urzędnikom prawo do dowolnego definiowania, co jest hejtem i które treści mogą być poddawane ściganiu. Ale ten występ Czarzastego to dobry przykład roli, którą marszałek sejmu przyjął. Ma być swoistym ratlerkiem ciągnącym Karola Nawrockiego za nogawkę. Specjalnością Czarzastego stało się pouczanie prezydenta, wręcz go obrażanie.
Niedawno w radiu RFM lider Nowej Lewicy mówił w kontekście sporów na linii koalicja-prezydent: „Pan prezydent Nawrocki ustalił rzeczywistość. No, nie ma dzieci, którym będzie kazało coś się zrobić, a jak nie to się wyprowadzi te dzieci do lasu na ustawkę i się będzie z nimi biło na pięści. Nie, to tak nie jest. Tu są poważni ludzie, którzy mają odpowiedzialność za kraj, którzy nie będą wpuszczali propozycji ustaw, które nie będą w żaden sposób uwzględniały źródeł finansowania. Bo to jest tylko kłótnia. To da tylko taki efekt, że będziemy się coraz bardziej skłócali. A ja nie jestem tym zainteresowany.”
Czegóż nie ma w tej wypowiedzi. I złośliwe nawiązanie do leśnych ustawek z przeszłości pana prezydenta, i buńczuczne przekonanie, że to marszałek sejmu ma prawo oceniać, czy proponowane przez prezydenta ustawy są dobre czy nie i wreszcie już zupełnie arogancka sugestia że to rząd dysponuje całością pieniędzy i to on ma prawo oceniać czy prezydenckie ustawy mają oparcie w budżecie czy nie. A na koniec jeszcze świętoszkowate zastrzeżenie, że on Czarzasty nie ma ochoty na kłótnie. Były pezetpeerowski aparatczyk doskonale wyczuł, czego Donald Tusk od niego chce i wciela to w życie. Obecnemu premierowi nie jest wygodne co rusz wchodzić w słowne przepychanki z prezydentem. Za to Czarzasty jest do tego zadania i chętny i gotowy. I wysuwa się przy okazji na głównego koalicjanta lidera Koalicji Obywatelskiej. A Donald Tusk przy okazji może uczynić z Czarzastego rzecznika tych zmian obyczajowych, których on sam nie chce firmować swoją osobą. Niedawno dziennikarz „Gazety Wyborczej” Arkadiusz Gruszczyński zacytował słowa jednego z ważnych polityków KO: „Tusk powiedział Nam na zamkniętym spotkaniu, że połowa Polski ma liberalne i lewicowe poglądy, więc nie będziemy przeszkadzać Czarzastemu w jego polityce. Według „Gazety Wyborczej” Czarzasty w przyszłym roku ma zamiar domagać się mocniejszego rozdziału kościoła od państwa. Ten felieton nazwałem dwuosobową koalicją. Oczywiście Koalicja formalnie składa się z czterech członów. Ale już teraz wyraźnie widać że jedynym realnym partnerem dla Tuska jest właśnie Włodzimierz Czarzasty.
Władysław Kosiniak-Kamysz przestał być poważnym partnerem, skoro jego PSL w sondażach szoruje brzuchem po asfalcie. A co dopiero powiedzieć o Polsce 2050, której lider koncertowo wystawił do wiatru swoich zwolenników i szuka obecnie na gwałt jakiejś posady zagranicznej. Jeszcze raz okazało się, że to Czarzasty z całą swoją kłopotliwą hipoteką polityczną dzięki swojemu cynizmowi i bezwzględności najlepiej pasuje do wilczej natury Donalda Tuska. Dwaj panowie potrafią nawzajem docenić swoją bezwzględność i polityczne twarde łokcie. A czegóż więcej trzeba do koalicji dwóch politycznych drapieżników?
