Tysiące mieszkańców Abdanan wyszły na ulice, wśród nich całe rodziny, osoby starsze i młodzież. Nad tłumami krążyły helikoptery, jednak siły bezpieczeństwa okazały się zbyt nieliczne, by skutecznie opanować sytuację.
Opozycyjny dziennikarz Ilia Hashemi twierdzi, że doszło do podpaleń obiektów rządowych, a część funkcjonariuszy została zmuszona do kapitulacji. Choć władze w Teheranie nie potwierdzają tych doniesień, Abdanan stało się symbolem eskalacji sprzeciwu wobec reżimu.
Równie niepokojące sceny rozegrały się w Ilam, stolicy prowincji. Do sieci trafiły nagrania pokazujące funkcjonariuszy wdzierających się do szpitala im. Imama Chomeiniego w poszukiwaniu rannych protestujących. Organizacja Amnesty International uznała te działania za rażące naruszenie prawa międzynarodowego, podkreślając, że władze są gotowe łamać wszelkie normy, by zdławić bunt.
Protesty dotarły także do Teheranu. Zamknięcie stoisk na Wielkim Bazarze – sercu irańskiego handlu – zostało odebrane jako wyraźny sygnał sprzeciwu wobec polityki władz. W starciach z policją słychać było okrzyki domagające się wolności, a napięcie rosło z godziny na godzinę.
Reakcja reżimu była jednoznaczna. Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei, zapowiedział bezwzględne rozprawienie się z protestującymi, a szef wymiaru sprawiedliwości Gholamhossein Mohseni-Ejei oświadczył, że „tym razem nie będzie litości”. Według dostępnych danych w starciach zginęło już co najmniej 35 osób, a ponad 1200 zostało zatrzymanych.
Tłem demonstracji jest głęboki kryzys gospodarczy. Irański rial osiągnął rekordowo niski kurs – ponad 1,47 mln za dolara – a ceny podstawowych produktów, zwłaszcza żywności i oleju spożywczego, gwałtownie wzrosły. Dla wielu Irańczyków protesty stały się ostatnim sposobem wyrażenia sprzeciwu wobec narastającej biedy i braku perspektyw. Wszystko wskazuje na to, że Iran może wejść w okres wyjątkowo niestabilny, którego skutki mogą wykraczać daleko poza granice kraju.
