Jak informuje TV Republika - w nocy 3 stycznia na terenie koszar warszawskiego oddziału prewencji przy ulicy Puławskiej 44 w Piasecznie dowódca 9. kompanii podinspektor J. miał dopuścić się gwałtu na młodej policjantce, która dopiero wstąpiła do służby.
„W pewnym momencie pan podinspektor wyprosił pozostałych kompanów ze swojego pomieszczenia, zamknął drzwi i chwilę później z pomieszczenia zaczęły dobiegać niepokojące odgłosy. To sprawiło, że część policjantów, która była w pobliżu, zaczęła się dobijać do tego pomieszczenia, natomiast nie zdołali wyważyć drzwi. W końcu podinspektor otworzył i ze środka wyszła potargana policjantka” – opisywał całe zajście na antenie wspomnianego medium dziennikarz Cezary Gmyz.
W efekcie Sąd Rejonowy w Piasecznie aresztował na trzy miesiące jednego z przełożonych oddziałów prewencji stołecznej policji, który miał dopuścić się opisanego gwałtu na młodej policjantce.
„Postawiono mu zarzut zgwałcenia młodej policjantki i zmuszenia jej do poddania się innej czynności seksualnej. Informację potwierdził nam rzecznik prokuratury okręgowej w Warszawie Antoni Skiba” – poinformował red. Gmyz.
„Tu powinny polecieć głowy. Panie ministrze Kierwiński” – skomentował całą sprawę za pośrednictwem mediów społecznościowych dziennikarz Marcin Dobski.
Tymczasem dość aktywny w innych sprawach w social mediach minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński nie znalazł czasu, by odnieść się do szokujących zdarzeń z Piaseczna.
