Jak jednak zauważa w swoim felietonie na łamach portalu Gdańsk Strefa Prestiżu, „dzisiaj w polskich redakcjach panuje cisza”.

- „Jest to cisza, która grzebie mit o jakiejkolwiek dziennikarskiej misji”

- stwierdza.

Zauważa, że „wielka polityka doszczętnie podzieliła media i je skorumpowała ideologicznie”.

- „Środowisko, które kiedyś potrafiło zjednoczyć się w obronie podstawowych wolności, dzisiaj przypomina dwa wrogie plemiona. Dziennikarska solidarność po prostu umarła. Zastąpiła ją prymitywna satysfakcja: jeśli aparat państwa uderza w naszych, krzyczymy o końcu demokracji. Jeśli uderza w tamtych, udajemy, że patrzymy w inną stronę, albo po cichu otwieramy szampana lub pół litra (zależy od redakcji)”

- pisze.

Co natomiast działania służb, które paraliżują pracę największej telewizji informacyjnej w Polsce, a które w ocenie autora niekonieczne muszą być wynikiem przypadku, mówią o rządzących?

- „Stosowanie takich metod spycha naszą klasę polityczną na dno. Nasze państwo zsunęło się na poziom krajów rządzonych przez kacyków i oligarchów. To standardy bananowych republik, gdzie prawo nie służy sprawiedliwości. Pokazuje to przerażający prymitywizm ludzi u władzy, którzy wolą rozmawiać za pomocą policyjnych kajdanek i zastraszania”

- twierdzi Ługin.