Jak podkreśla prof. Jędryka, mechanika kwantowa nie jest teorią „dziwną”, bo opowiada fantastyczne historie. Jest dziwna dlatego, że „posługuje się obiektami matematycznymi, które nie są obrazkami rzeczy w świecie, a jednak prowadzą do obliczeń zgodnych z wynikami eksperymentów”. Stan cząstki opisany jako wektor w przestrzeni Hilberta nie jest czymś, co można sobie wyobrazić w kategoriach kulki czy fali znanej z codziennego doświadczenia. A mimo to właśnie z tego abstrakcyjnego zapisu wylicza się prawdopodobieństwa wyników pomiarów, które później z chirurgiczną dokładnością potwierdza laboratorium.
„W mechanice kwantowej nie musimy mieć obrazka tego, co jest, żeby mieć rachunek tego, co się stanie w pomiarze” – pisze Jędryka. I dodaje, że to właśnie ta przepaść między skutecznością a intuicyjnym zrozumieniem od stu lat dręczy kolejne pokolenia uczonych. Formalizm działa bez zarzutu, ale sens filozoficzny wciąż się wymyka.
Szczególnie dotkliwie widać to w problemie superpozycji i tzw. kolapsu funkcji falowej. Prof. Jędryka przypomina, że mechanika kwantowa zawiera w sobie pewien „agnostycyzm”: dopóki nie dokonano pomiaru, teoria nie przypisuje obiektowi jednego, konkretnego stanu, lecz wachlarz możliwości. „Pomiar jakby ‘wybiera’ jedną możliwość i resztę usuwa” – zauważa, odwołując się do klasycznego już paradoksu kota Schrödingera. Ten eksperyment myślowy, często traktowany jak żart, był w istocie dramatyczną próbą pokazania, jak bardzo formalizm kwantowy nie przystaje do makroświata naszego doświadczenia.
To właśnie w tym miejscu – zdaniem Jędryki – zaczyna się prawdziwy ból mechaniki kwantowej. Nie w samych równaniach, lecz w pytaniu: jak przejść od świata amplitud i superpozycji do świata wskazówek, stołów i osób? Próby odpowiedzi rodziły skrajnie różne interpretacje: od wielu światów Everetta, przez realistyczną mechanikę Bohma, po teorie spontanicznego kolapsu GRW czy program dekoherencji. „Formalizm sam z siebie nie wręcza nam jednej, filozoficznie przymusowej odpowiedzi” – podkreśla profesor.
W tym kontekście prof. Jędryka z dystansem odnosi się do popularnej wśród fizyków postawy streszczanej hasłem „shut up and calculate”. Owszem, rachunek działa i pozwala budować technologie, na których opiera się współczesny świat. Ale – jak zauważa – „człowiek jest stworzeniem ciekawskim, a wyobraźnia filozoficzna nie znosi próżni”. Dlatego pytania o sens, całość i granice redukcjonizmu wracają nieuchronnie.
Najciekawszy chyba moment jego refleksji pojawia się jednak wtedy, gdy proponuje przesunięcie akcentu. Być może – sugeruje – problem nie leży w samej „dziwności materii”, lecz w naszym przyzwyczajeniu do myślenia, że całość jest prostą sumą części. Mechanika kwantowa, zwłaszcza poprzez zjawisko splątania, pokazuje, że „stan fizyczny bywa własnością układu jako całości, a nie zestawem stanów jego składników”. Redukcjonistyczna wizja świata zbudowanego z niezależnych cegiełek trafia tu na twardy mur.
To dlatego – zdaniem Jędryki – klasyczna fizyka makroświata pozostaje prawdziwa w swoim zakresie, a jednocześnie nie daje się bez reszty sprowadzić do opisu mikroświata. Mamy do czynienia z różnymi poziomami opisu tej samej rzeczywistości, a nie z konkurencyjnymi bajkami o świecie.
Ten wątek wybrzmiewa szczególnie mocno w nawiązaniu do najnowszych debat filozoficzno-teologicznych. Prof. Jędryka przywołuje numer czasopisma „Scientia et Fides” (UMK w Toruniu), poświęcony znaczeniu „średniej skali” – świata osób, organizmów i rzeczy codziennych – jako realnego poziomu bytu, a nie jedynie złudzenia. Jak zauważa, to właśnie pęknięcie starego, demokrytejskiego obrazu świata sprawiło, że mechanika kwantowa stała się paliwem dla sporów światopoglądowych.
Puenta tej refleksji jest zaskakująco spokojna. Mechanika kwantowa – pisze prof. Jędryka – nie musi prowadzić do metafizycznego chaosu ani do tanich „kwantowych” spekulacji. Może być natomiast „lekcją pokory wobec redukcjonizmu” i przypomnieniem, że świat nie wyczerpuje się w tym, co najdrobniejsze. W tym sensie nawet zwolennicy postawy „zamknij się i licz” okazują się bliżsi zdrowemu realizmowi, bo wiedzą, gdzie kończy się rachunek, a zaczyna filozofia.
Mechanika kwantowa – zamiast dostarczać gotowych metafizycznych odpowiedzi – pokazuje granice naszych intuicji. I właśnie dlatego, paradoksalnie, tak dobrze pasuje do poważnej refleksji o relacji matematyki, świata i sensu istnienia.
