Zgodnie z uchwalonymi regulacjami, właściciele psów i kotów będą zobowiązani do wszczepienia mikroczipu oraz wpisania danych zwierzęcia do centralnego systemu. Rejestr ma prowadzić Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a część informacji będzie dostępna dla właścicieli poprzez aplikację mObywatel. Ustawa obejmie nie tylko zwierzęta prywatne, lecz także te przebywające w schroniskach i domach tymczasowych.
W teorii celem zmian jest ograniczenie bezdomności zwierząt oraz łatwiejsze odnajdywanie zagubionych pupili. Jednak krytycy wskazują, że projekt może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych.
Publicysta „Do Rzeczy” Łukasz Warzecha nie pozostawia wątpliwości co do swojej oceny nowych przepisów. „Nowe przepisy oznaczają nowe stanowiska w administracji, ustawiane przetargi i ciągnięcie kasy od ludzi oraz zaoranie dobrze dziś funkcjonujących prywatnych rejestrów” – napisał, komentując decyzję Sejmu. W jego opinii ustawa uderzy bezpośrednio w obywateli, nakładając na nich kolejne obowiązki finansowe.
Koszty są jednym z głównych punktów sporu. Według założeń, właściciel zapłaci nie tylko za sam zabieg czipowania, ale również za wpis do rejestru oraz każdą późniejszą aktualizację danych. W praktyce oznacza to system opłat powtarzających się przy zmianie adresu, szczepieniach czy innych czynnościach związanych z opieką nad zwierzęciem.
Jeszcze ostrzejszą krytykę formułuje poseł Jarosław Sachajko, który w rozmowie z DoRzeczy.pl kwestionuje sens całego projektu. „KROPiK w samym swoim założeniu nie ma poprawić losu zwierząt, a ma tylko dać posady dla swoich” – stwierdził wprost. Jego zdaniem system jest przede wszystkim działaniem wizerunkowym, a nie realną odpowiedzią na problemy zwierząt.
Sachajko podkreśla, że kluczowy problem – bezdomność zwierząt – nie zostanie rozwiązany poprzez samą rejestrację. „Żeby zwierzęta rzeczywiście były zaopiekowane, to trzeba byłoby podejść zupełnie z drugiej strony, czyli zacząć od sterylizacji i kastracji” – zaznaczył. Jak dodał, samo czipowanie nie powstrzyma osób, które chcą porzucić zwierzę: „Jeżeli jakiś barbarzyńca chce wyrzucić psa do lasu, to on się posunie do kolejnego barbarzyństwa”.
Kolejnym punktem zapalnym jest kwestia istniejących już systemów identyfikacji zwierząt. W Polsce od lat funkcjonują prywatne i społeczne bazy danych, które – jak wskazują krytycy – działają sprawnie i bez konieczności centralnego monopolu państwa. „Chodzi o konkurencję, bo jak będzie monopol, to będzie zawsze drogo” – argumentował Sachajko, proponując włączenie istniejących baz do systemu państwowego.
Rządowy projekt przewiduje jednak stworzenie jednolitej bazy, co według przeciwników ustawy może oznaczać likwidację dotychczasowych rozwiązań lub ich marginalizację. W efekcie właściciele zwierząt mogą zostać zmuszeni do ponownej rejestracji już oznakowanych pupili i poniesienia dodatkowych kosztów.
W tle sporu pojawia się także pytanie o efektywność wydatkowania środków publicznych. Szacuje się, że funkcjonowanie systemu przez 10 lat może kosztować ponad 130 mln zł. Krytycy podnoszą, że przy takich nakładach należałoby przede wszystkim inwestować w działania prewencyjne, takie jak programy sterylizacji, edukacja właścicieli czy wsparcie schronisk.
