Impulsem do nowej fali dyskusji stała się wypowiedź posła niezrzeszonego Marcin Józefaciuk na antenie Radio Zet. Parlamentarzysta nie domagał się wprost dymisji szefowej resortu, ale jasno wskazał na głębszy problem systemowy: „Może nie do końca trzeba zwracać uwagę czy do dymisji, ale na to, kto ma zastąpić. Chyba nie ma kto jej zastąpić. Nie widzę kogoś, kto byłby w stanie przejąć cały resort edukacji i (…) kontynuować”.
Ta wypowiedź dobrze oddaje stan niepewności, który narasta wokół polityki edukacyjnej. Z jednej strony pojawia się krytyka konkretnych decyzji, z drugiej – brak wyraźnej alternatywy personalnej i programowej.
Jeszcze mocniej wybrzmiał zarzut upolitycznienia systemu. „Chodzi o to, żeby resortem edukacji w końcu przestał rządzić polityk, a zaczęła osoba merytoryczna, która kontaktowałaby się i miałaby opinię całego środowiska edukacyjnego” – podkreślił Józefaciuk. To zdanie powtarza się dziś w różnych wariantach w środowiskach nauczycieli i ekspertów, którzy od lat wskazują na brak stabilności i długofalowej strategii w polskiej oświacie.
Samą minister ocenił jednak w sposób bardziej zniuansowany: „Pani minister bardzo dobrze zaczynała, jest sprawnym politykiem i mówcą, ale dobrała sobie bardzo niefortunnych współpracowników (…) poszła za bardzo w politykę”. Ta opinia wpisuje się w szerszą narrację, według której problemem nie jest wyłącznie kierownictwo resortu, ale także jego zaplecze decyzyjne i sposób zarządzania zmianami.
Najostrzejsze słowa padły jednak pod adresem sytuacji w szkołach. „Jest bardzo duży chaos w szkołach publicznych. Rodzice chcą, nauczyciele chcą, uczniowie chcą być oceniani oceną cyfrową (…) Wszyscy chcą, tylko MEN nie chce” – mówił polityk. Spór o system oceniania stał się jednym z symboli szerszego konfliktu między wizją reform ministerstwa a oczekiwaniami praktyków edukacji.
W tle tej debaty pojawiają się także konkretne postulaty instytucjonalne. Józefaciuk wskazał na potrzebę powołania nowego organu wsparcia dla nauczycieli: „Rzecznik Praw Nauczyciela jest niezbędny”. Jak argumentował, obecne mechanizmy ochrony pedagogów są niewystarczające, a zapisy prawa – choć istnieją – często pozostają martwe. „Art. 63 Karty Nauczyciela (…) nie działa” – ocenił.
W jego wizji nowa instytucja nie miałaby charakteru sądowego, lecz mediacyjny i interwencyjny: „Miałaby być mediatorem, informować nauczycieli o ich prawach (…) inicjować zmiany legislacyjne”. To pokazuje, że dyskusja wokół resortu edukacji coraz częściej dotyczy nie tylko bieżącej polityki, ale także fundamentów funkcjonowania całego systemu.
