„W rezultacie cierpią cywile, a infrastruktura cywilna jest poważnie niszczona” – stwierdził Szojgu. Jednocześnie ostrzegł, że państwa, przez które mają przelatywać bezzałogowce, mogą zostać uznane za współodpowiedzialne za działania militarne Kijowa. „Czyli że są oczywistymi współwinnymi agresji przeciwko Rosji” – dodał.

Kluczowe znaczenie ma jednak odwołanie do prawa międzynarodowego. „W tym przypadku (…) w życie wchodzi artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych” – powiedział rosyjski polityk, wskazując na możliwość zastosowania „prawa do samoobrony”.

Napięcie dodatkowo podsyciło rosyjskie Ministerstwo Obrony, publikując listę firm z 12 państw – w tym Polski – które mają wspierać Ukrainę w produkcji dronów. W komunikacie ostrzeżono przed „nieprzewidywalnymi konsekwencjami”.

Jeszcze ostrzej wypowiedział się Dmitrij Miedwiediew: „Lista europejskich zakładów (…) to lista potencjalnych celów dla Sił Zbrojnych Rosji”.

Wypowiedzi te pojawiają się w kontekście incydentów z dronami w przestrzeni Finlandii i Estonii. Władze tych państw podkreślają jednak, że nie są stroną działań ofensywnych, a Ukraina – jak zapewnia szef MSZ Andrij Sybiha – współpracuje z regionem, by zapobiegać podobnym sytuacjom.

Eksperci wskazują, że rosyjska narracja łączy elementy presji politycznej z próbą nadania swoim groźbom pozorów legalności poprzez selektywną interpretację prawa międzynarodowego.