Według relacji mediów, rozmowa miała początkowo dotyczyć kwestii rolniczych i logistyki. Szybko jednak przerodziła się w emocjonalny monolog przywódcy, który nie krył irytacji. „Znowu bałagan, znowu brak porządku” – miał mówić, zarzucając urzędnikom nieudolność i brak dyscypliny. W pewnym momencie padły także groźby personalne. Łukaszenka nie pierwszy raz sugerował, że odpowiedzialni za problemy mogą „trafić za kratki”, jeśli sytuacja nie zostanie natychmiast poprawiona.

To charakterystyczny element jego stylu rządzenia. W białoruskiej rzeczywistości politycznej utrwalił się model, który można streścić jednym zdaniem: przywódca pozostaje ponad błędami systemu, a odpowiedzialność spada na „nieudolnych wykonawców”. Sam Łukaszenka wielokrotnie budował swój wizerunek jako „gospodarza”, który „widzi wszystko i reaguje”, nawet jeśli źródła problemów mają charakter systemowy.

Eksperci zwracają uwagę, że podobne wystąpienia mają kilka funkcji jednocześnie. Po pierwsze, mobilizują aparat państwowy poprzez strach. Po drugie, pozwalają przerzucić odpowiedzialność za niepowodzenia na niższe szczeble administracji. Po trzecie wreszcie – wzmacniają przekaz propagandowy, w którym państwo jest oblężone przez wrogów zewnętrznych, a jego stabilność zależy od silnej ręki przywódcy.