„NATO jest w o wiele większym niebezpieczeństwie, niż ktokolwiek zdaje sobie sprawę. I powód nie ma nic wspólnego z budżetami obronnymi. Prawdziwe zagrożenie ma podłoże psychologiczne. Jest kulturowe” – podkreśla Szczęsny. W jego ocenie przez dekady narastało napięcie, które dziś wychodzi na powierzchnię i przestaje być maskowane dyplomatycznym językiem.
Publicysta wskazuje, że po II wojnie światowej Stany Zjednoczone odegrały kluczową rolę nie tylko w odbudowie gospodarczej Europy poprzez Plan Marshalla, ale także w odbudowie jej życia kulturalnego. „Amerykańscy dyplomaci, akademicy, artyści i uczeni zalali Europę Zachodnią. Finansowaliśmy ich uniwersytety. Wspieraliśmy ich orkiestry. Odbudowaliśmy ich muzea” – wylicza. Jak dodaje, działania te miały również wymiar strategiczny: „Potrzebowaliśmy, aby widok z drugiej strony Muru był oszałamiający”.
Zdaniem Szczęsnego, ten model doprowadził do powstania specyficznej europejskiej tożsamości, opartej na przekonaniu o własnej kulturowej wyższości. „Kiedy wystarczająco długo dajesz społeczeństwu samorealizację na rachunek kogoś innego, zapominają, że to był dar. Zaczynają wierzyć, że to było ich własne – naturalne” – zauważa. W jego opinii właśnie ten mechanizm dziś utrudnia porozumienie między sojusznikami.
Autor przywołuje także stereotypowy obraz Amerykanina, który – w europejskiej percepcji – jawi się jako „nieokrzesany”, skupiony na technologii, przemyśle i sile militarnej, a nie na kulturze wysokiej. „A dla kultury wykształconej w estetyce, lecz pozbawionej świadomości strategicznej, taki Amerykanin wydaje się nieokrzesany. Więc arogancja się zakorzenia” – pisze.
Szczęsny nie ogranicza się jednak do diagnozy. Formułuje również ostrą ocenę współczesnej Europy: „Europa nie ma sektora technologicznego światowej klasy. Nie ma armii zdolnej do skutecznej obrony. Nie ma niezależności energetycznej”. W jego opinii kontynent zbudował swoją pozycję na fundamencie bezpieczeństwa gwarantowanego przez USA, jednocześnie dystansując się od amerykańskiego modelu rozwoju.
„Mamy tu 80-letni kompleks wyższości finansowany przez Amerykanów, chroniony przez amerykańskich żołnierzy” – stwierdza, dodając, że to właśnie ten paradoks stanowi dziś jedno z głównych źródeł napięć w relacjach transatlantyckich.
Warto zaznaczyć, że podobne wnioski – choć formułowane w bardziej wyważony sposób – pojawiają się także w analizach zachodnich think tanków, takich jak Carnegie Endowment for International Peace czy Atlantic Council. Eksperci wskazują na rosnące różnice w podejściu do bezpieczeństwa, polityki energetycznej czy relacji z Bliskim Wschodem.
Jednocześnie część analityków podkreśla, że wiele tez pojawiających się w debacie publicznej ma charakter publicystyczny i stanowi interpretację, a nie pełny obraz rzeczywistości. Nie ulega jednak wątpliwości, że napięcia między Europą a USA stają się coraz bardziej widoczne – zarówno w retoryce politycznej, jak i w praktyce międzynarodowej.
Jak zauważa Szczęsny: „To nie groźba. To prognoza pogody”. W jego ocenie, jeśli obecne trendy się utrzymają, różnice między dwoma filarami Zachodu mogą się jeszcze pogłębić.
