Choć minister rolnictwa Stefan Krajewski podpisał rozporządzenie ograniczające import produktów mogących zawierać niedozwolone pestycydy, Ardanowski ocenia te działania chłodno. „Cieszę się, że pan minister cokolwiek próbuje robić, ale to w dalszym ciągu jest raczej działanie propagandowe niż skuteczna ochrona rynku polskiego” – podkreślił.

W jego ocenie problem ma znacznie głębszy charakter i dotyczy nie tylko jakości żywności, ale także mechanizmów kontroli. „Bezpieczna żywność powinna być każda (…) to jest warunek sine qua non w ogóle wpuszczenia żywności na rynek” – zaznaczył, dodając jednocześnie, że doświadczenia z importem z Ameryki Południowej budzą poważne obawy. „Informacje (…) związane z hormonami wzrostu, antybiotykami niedozwolonymi w Europie (…) oraz pozostałości pestycydów (…) są niepokojące” – mówił.

Ardanowski wskazał także na słabość systemu kontroli. „Laboratoria (…) nie analizują pestycydów niedozwolonych w Europie. Analizują tylko przekroczenia tych, które są w Europie dozwolone” – zauważył, pytając wprost: „Czy pan minister (…) pomyślał, jak wzmocnić instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności?”. Jak dodał, nie słyszał o takich działaniach.

Szczególnie krytycznie odniósł się do sytuacji w portach europejskich. „Żywność (…) trafiająca do portu w Europie Zachodniej (…) staje się żywnością europejską. Już dalej rozchodzi się po Europie, nie mając jednoznacznego określenia, że jest to żywność pochodząca na przykład z Ameryki Południowej” – podkreślił, wskazując na iluzoryczność kontroli przy masowych dostawach.

Ekspert nie ma wątpliwości, że konsekwencje odczują przede wszystkim polscy rolnicy. „Jeżeli my jesteśmy krajem, który ma nadwyżki żywności (…) to żywność, która napływa z zewnątrz (…) powoduje, że my jesteśmy wypychani z tych krajów” – tłumaczył. Jak zaznaczył, nawet niewielki napływ towarów może wywołać znaczące spadki cen: „Kilkuprocentowy napływ żywności z zewnątrz powoduje, że spadki są kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent”.

Szczególne rozczarowanie dotyczy sektora mleczarskiego. „Sektor mleczarski (…) sądził, że umowa otworzy mu możliwości eksportowe (…) Już ostatnie dni pokazały, że bariery formalno-prawne (…) są jak na razie nie do przejścia” – alarmował Ardanowski.

Nie mniej ostro odniósł się do argumentów, że rynek uregulują sami konsumenci. „To takie Piłatowe: ‘my umywamy ręce, niech konsumenci sobie sami decydują’” – powiedział. W jego ocenie to próba przerzucenia odpowiedzialności na obywateli, którzy często kierują się ceną, a nie pełną wiedzą o składzie produktów.

Umowa z Mercosur, która zaczęła obowiązywać 1 maja 2026 roku, miała otworzyć nowe możliwości handlowe. Zdaniem Ardanowskiego rzeczywistość szybko zweryfikuje te oczekiwania, a polski sektor rolno-spożywczy stoi przed jednym z największych wyzwań ostatnich lat.