Portal „Rzeczpospolitej” przypomina fragment biografii abpa Michalika „Nie mam nic do stracenia”, którą przygotował ponad 10 lat temu red. Tomasz Krzyżak, kierownik działu krajowego „Rzeczpospolitej”. Dziennikarz pytał duchownego, czy boi się śmierci.
- „Nie. Chociaż jestem świadomy moich słabości i grzechów, to się jej nie boję. Czekam na śmierć. Modlę się i każdego dnia myślę o tym. Nawet tęsknię za tym dniem”
- odpowiedział abp Michalik.
Red. Krzyżak dopytywał z niedowierzaniem, czy hierarcha naprawdę tak to widzi.
- „Tak. Ja nigdy nie spodziewałem się tego, że będę żył tak długo. Moje rodzeństwo poumierało, nie dożywszy przecież pięćdziesięciu lat. Matka zmarła przed siedemdziesiątką. Jedynie ojciec żył prawie osiemdziesiąt lat. Dlatego dziś dziękuję Bogu za każdy dzień, który mi daje, i czekam na śmierć”
- powiedział wówczas jeszcze metropolita archidiecezji przemyskiej.
Podkreślił, że oczekuje śmierci jako przejścia do nowej rzeczywistości.
- „Nie wiem, w którym momencie ona nadejdzie. Nie wiem, jaka to będzie śmierć, ale mam nadzieję, że przejdę to godnie i że będę właściwie przygotowany. Jest to dla mnie czekanie na nową rzeczywistość”
- stwierdził.
- „Przecież ja po to żyję. Nawet wydaje mi się czasem, że za mało przeżywam obecność Pana Jezusa, że za mało znam Boga. Chciałbym więcej. Próbuję Go poznać jeszcze za życia, ale pełne poznanie będzie przecież dopiero po śmierci”
- dodał.
Przyznał, że od dziecka był oswojony ze śmiercią.
- „Matka mnie jakoś na to przygotowywała. Czuwało się przy konającym, potem przy zwłokach. Gromnica była w pogotowiu, by można było ją dać do ręki umierającemu. Ja ją często przytrzymywałem jako dziecko. To było coś normalnego, że człowiek odchodził wśród najbliższych. Ciekawe, że ci wszyscy prości ludzie wiedzieli, kiedy zbliża się ten moment, jak doświadczeni lekarze, chociaż żadnego wykształcenia nie mieli”
- wspominał.
Zwrócił uwagę, że dziś zanika zwyczaj towarzyszenia umierającym.
- „Dopiero gdy śmierć była blisko, gdy czuli jej obecność, wtedy wołali. Schodzili się przyjaciele, znajomi, modliliśmy się. W taki sposób umierał też Jan Paweł II. Na oczach całego świata dał przykład godnego odejścia. A wcześniej podobnie umierał także prymas Wyszyński. Dziś to wszystko zanika. Ludzie umierają w samotności w szpitalach, domach starców”
- zauważył.
Opowiedział też o śmierci swojego ojca.
- „Z ojcem było już źle, ale w szpitalu w Łomży próbowano mu jeszcze pomóc. Ale on już wiedział, że śmierć się zbliża. Wyspowiadał się, przyjął ostatnie namaszczenie. Któregoś dnia byłem u niego i poprosił, żebym pojechał po matkę. Pojechałem po nią, przyjechała też siostra. Siedzimy, rozmawiamy, w pewnym momencie ojciec mówi, że chce zostać tylko z mamą. Siostra chciała im towarzyszyć, ale ją odciągnąłem. Zostali sami. Chyba się wtedy pożegnali. Potem – a było to niedzielne popołudnie – z Zambrowa zaczęli przyjeżdżać sąsiedzi i przyjaciele. Na drugi dzień umarł”
- relacjonował.
Podkreślał, iż „ma świadomość tego, że Bóg już przygotowuje go do przejścia na drugą stronę”. Pytany, czy jest ciekaw, co jest po drugiej stronie, stanowczo odpowiedział, że to wie. Dziennikarz poprawił go, że na razie to jedynie wiara.
- „Ale to oznacza, że wiem. Skoro wierzę Jezusowi, to wiem. Chociaż to na razie jest wiedza zakryta, misterium. Wiem jednak na pewno, że to, co jest po drugiej stronie, przerośnie moje najśmielsze oczekiwania. Bóg jest przecież nieskończony”
- powiedział abp Michalik.
***
Niech Cię przygarnie Chrystus uwielbiony,
On wezwał Ciebie do Królestwa Światła.
Niech na spotkanie w progach Ojca Domu
Po Ciebie wyjdzie litościwa Matka.
