Część II.
Państwo oligarchiczne
W Polsce bardzo często można usłyszeć, że Ukrainą rządzą oligarchowie, ale co w praktyce to oznacza i kim są w rzeczywistości oligarchowie? Jak odróżnić oligarcha od zwykłego wpływowego biznesmena? Bardzo często okazuje się, że oligarchą jest po prostu każdy wpływowy, bogaty człowiek w konkretnym kraju, którego nie lubimy. Ale czy na tym polega to określenie i niebezpieczeństwo, które płynie dla państwa ze strony oligarchatu, że są bogaci i pływowi? Absolutnie nie. Spróbujmy więc krótko omówić na czym polega zjawisko oligarchii na przykładzie Ukrainy i dlaczego jest tak niebezpieczne.
Wracając do poprzedniego tekstu - części I - wiemy już, w jakim stanie było społeczeństwo ukraińskie w momencie odzyskania niepodległości państwa. W kraju nie odbyła się lustracja na szczytach. Wczorajsza partyjna nomenklatura, która kontrolowała zasoby państwa związana ze środowiskami kryminalnymi i służbami, zaczęła szybko dzielić dziedzictwo po ZSRR. I kluczowym czynnikiem, przez który się to udało na Ukrainie, a nie udało się w Polsce, jest fakt, że społeczeństwo ukraińskie nie było w stanie w żaden sposób przeciwdziałać tym procesom. Ukraina nie miała własnej Solidarności i w pierwszych latach niepodległości, w dobie totalnego kryzysu, rozpadu gospodarki i infrastruktury, społeczeństwo zajęte było głównie przetrwaniem, nie mając żadnego głosu w sprawach państwowych. To dało pełną swobodę działań dla przyszłych oligarchów.
W takiej sytuacji doszło do skoncentrowania całych gałęzi gospodarki w rękach kilku wielkich oligarchów i ich klanów. Sedno zjawiska oligarchii polega przede wszystkim na ZMONOPOLIZOWANIU GOSPODARKI. Nie bogactwo czy wpływy polityczne są wyznacznikiem, tylko stanowisko monopolisty w konkretnej gałęzi gospodarki. Oligarcha nie dlatego korumpuje polityków i rozbudowuje kontrolę nad poszczególnymi partiami politycznymi w parlamencie, że zależy mu na władzy politycznej jako takiej, lecz w celu ochrony swojego stanowiska monopolisty i dla rozszerzenia kontrolowanej przez siebie części rynku. W tym celu stara się wpływać na proponowane w parlamencie ustawy i rozporządzenia rządu, żeby służyły one celom jego osobistego imperium biznesowego, sprzyjały rozbudowie monopolu. W ten sposób budują się trudne do rozerwania więzi oligarchy z państwem. I stąd też tak wielkie niebezpieczeństwo, które dla państwa płynie ze zjawiska oligarchii. Oligarchowie nie tylko są źródłem korupcji na najwyższych szczeblach, ale też zgodnie z klasycznymi regułami działania rynku, monopolizacja gospodarki zabija rozwój i z czasem mocno obniża konkurencyjność takiej gospodarki. Ukraińscy oligarchowie nie mają interesu w inwestowaniu w nowe technologie zwiększające produktywność tej gospodarki. Bo źródłem ich zysków nie jest ani konkurencyjność, ani jakość, ani wysokie technologie - tylko stanowisko monopolisty działającego pod parasolem skorumpowanego państwa. Oligarcha wyciska z kontrolowanej przez siebie gałęzi gospodarki, ile się da. Największym problemem systemu oligarchicznego nie jest korupcja sama w sobie tylko to, że w dłuższej perspektywie pozbawia on państwa szans na rozwój. Jest to zjawisko nawet bardziej niebezpieczne niż sama korupcja.
Wobec tego, nie każdy bogaty człowiek, który ma wpływ na decyzje polityczne w państwie i nie każdy skorumpowany urzędnik na wysokim stanowisku, to oligarcha. Korupcja na wysokich szczeblach jest problemem, z którym trudno sobie poradzić, ale system oligarchiczny jest prawdziwą pułapką i podstawowym zadaniem Ukrainy było i jest zrujnowanie tego systemu. Przejście z poziomu państwa oligarchicznego do poziomu po prostu państwa skorumpowanego. I skoro podstawowym problemem oligarchicznego systemu jest monopolizacja gospodarki, która hamuje jej rozwój i zmusza oligarchów do kontroli nad systemem politycznym poprzez wielkiej skali korupcję, to głównym narzędziem walki z tym zjawiskiem jest wcale nie walka z korupcją jako taką, tylko demonopolizacja gospodarki i łamanie reguł, które chronią monopole oligarchów. Tworzenie nowych konkurencyjnych gałęzi gospodarki. Nie więzienie czy konfiskacja jest sposobem na walkę z problemami tej skali, tylko przejrzyste zasady działania rynku i pozbawienie oligarchów ich stanowiska monopolisty. Dla większości oligarchów, którzy nie są przyzwyczajeni działać w umowach otwartej konkurencji oznacza to upadek. Ale to też pozbawia ich motywacji i sensu wpływania na system polityczny w takim samym stopniu.
I wtedy można w innym świetle spojrzeć na procesy, które mają miejsce w gospodarce ukraińskiej podczas wojny. Struktura tej gospodarki zmieniła się radykalnie. Tradycyjne gałęzie, takie jak metalurgia, chemia, sektor energetyczny czy przetwarzanie ropy, te wszystkie kluczowe obszary zawsze były na Ukrainie kontrolowane przez oligarchiczne monopole. Wykorzystywały one tanią energię ze Wschodu dla obniżenia kosztów produkcji i eksportu przetworzonego surowca na Zachód. Wojna zniszczyła to wszystko. Częściowo zniszczyła fizycznie, a po części też państwo po prostu przejęło podczas wojny te kluczowe dla wysiłku wojennego gałęzie. Zamiast nich, nowymi gałęziami, które są podstawą tej gospodarki, są zbrojeniówka, sektor rolniczy, usługi i sektor IT. Co odróżnia te sektory? Rozdrobnienie i występująca w nich konkurencja. W Polsce przyjęło się mówić na przykład o nowych ukraińskich oligarchach z otoczenia Zełenskiego, z sektora rolniczego i nowych baronów ukraińskiej zbrojeniówki. Rzeczywistość jest natomiast taka, że jeszcze dekadę temu sam oligarcha Achmetow kontrolował w metalurgii ok. 60% rynku. W ukraińskim zaś sektorze rolniczym działają dziesiątki wielkich korporacji - słynnych agro holdingów i tysiące drobnych firm. W polskich warunkach te firmy wyglądają na kolosów, w warunkach ukraińskich zaś ten rynek jest mocno konkurencyjny. Zaś w zbrojeniówce działa ponad 600 prywatnych firm obok państwowej korporacji UkrObronProm, z których można naliczyć ok. 50 wielkich firm. Ten rynek stworzony przez wojnę jest wręcz wzorem efektywności i konkurencyjności.
Zadanie demontażu systemu oligarchicznego jest więc bardzo trudne. Ale paradoksalnie wygląda na to, że wojna Ukraińcom w tym pomaga, rujnując system oligarchiczny, a wcale nie buduje go na nowo, jak wielu analitykom, którzy nie wdają się w szczegóły, się wydaje. Wojna sama w sobie oczywiście stwarza warunki do zwiększenia korupcji, ale jest to głównie pospolita korupcja: łapówkarstwo, różnego rodzaju przekręty pozwalające na wyciągnięcie kasy z budżetu. Tym niemniej jest to problem, z którym da się poradzić. Przepisy są znane i jest to tylko kwestia woli politycznej i wysiłku społeczeństwa. Pokonanie systemu oligarchicznego jest zadaniem zupełnie innej skali. I Ukraina z tym zadaniem wbrew pozorom sobie radzi.
Zobacz również - Mikołaj Susujew dla Frondy: Anatomia ukraińskiej korupcji, cz. I
