Jak podają zachodni urzędnicy cytowani przez Reutersa, operacja miała być odpowiedzią na wcześniejsze irańskie ataki rakietowe i dronowe wymierzone w terytorium saudyjskiego królestwa. Źródła wskazują, że działania Rijadu miały charakter odwetu typu „cios za cios”. Oficjalnie ani władze saudyjskie, ani irańskie ministerstwo spraw zagranicznych nie potwierdziły doniesień o nalotach.
Napięcie na Bliskim Wschodzie gwałtownie wzrosło po wcześniejszych działaniach militarnych Izraela i Stanów Zjednoczonych przeciwko Iranowi. Teheran odpowiedział atakami na państwa należące do Rady Współpracy Zatoki Perskiej, uderzając zarówno w infrastrukturę wojskową, jak i cywilną. Według doniesień celem były m.in. lotniska, instalacje naftowe oraz amerykańskie bazy wojskowe. Dodatkowo Iran czasowo zablokował cieśninę Ormuz, wywołując zakłócenia w światowym handlu i transporcie ropy.
Reuters informuje, że po saudyjskich nalotach rozpoczęły się intensywne rozmowy dyplomatyczne pomiędzy Rijadem a Teheranem. Jeden z irańskich urzędników miał powiedzieć, że celem nieformalnego porozumienia było „zakończenie działań wojennych, ochrona wspólnych interesów i zapobieżenie dalszej eskalacji”. Według źródeł rozejm zaczął obowiązywać jeszcze przed szerszym zawieszeniem broni zawartym pomiędzy USA a Iranem 7 kwietnia.
W przeddzień ataków minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, książę Faisal bin Farhan ostrzegał, że królestwo „zastrzega sobie prawo do odpowiedzi militarnej”. Niedługo później Rijad wydalił irańskiego attaché wojskowego oraz czterech dyplomatów. Według Reutersa między 25 a 31 marca Arabia Saudyjska miała paść ofiarą ponad 105 ataków rakietowych i dronowych.
Media informowały również, że w działaniach przeciwko Iranowi mogły uczestniczyć także Zjednoczone Emiraty Arabskie. Wśród niepotwierdzonych operacji wymieniano m.in. atak na rafinerię ropy naftowej na wyspie Lawan w Zatoce Perskiej.
