Historia Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X jest dobrze znana, nie będę jej tu przypominać. Dość powiedzieć, że od decyzji założyciela Bractwa abp. Marcela Lefebvre’a o tym, by bez zgody św. Jana Pawła II wyświęcić biskupów, zmieniło się bardzo wiele. Papież Benedykt XVI wycofał się z nałożonych wówczas ekskomunik. Umożliwił też swobodne sprawowanie tradycyjnej Mszy świętej. Kością niezgody była wówczas kwestia II Soboru Watykańskiego. W dialogu między Watykanem a Bractwem sprawa ta nie mogła znaleźć żadnego rozwiązania. Stolica Apostolska domagała się od Bractwa akceptacji nauczania Vaticanum II, a Bractwo nie chciało takiej akceptacji ogłosić, stojąc na stanowisku, że niektóre teksty soborowe są błędne. Do porozumienia zatem nie doszło. Nie ma dziś żadnych ekskomunik i nie ma schizmy, ale między Watykanem a Bractwem spór cały czas narasta. W dodatku Franciszek znowu ograniczył swobodę celebracji tradycyjnej liturgii.
Wszystko wskazuje na to, że sytuacja wkrótce się zaostrzy. Jeżeli władze Bractwa przeprowadzą zadeklarowane działanie i wyświęcą biskupów bez zgody Stolicy Apostolskiej, prawdopodobną reakcją jest ogłoszenie ekskomuniki. Dla obu stron będzie to sytuacja dramatyczna, ale – jak sądzę – jest nie do uniknięcia.
Stolica Apostolska nie zgodzi się na żadną gruntowną rewizję II Soboru Watykańskiego. Papież Leon XIV, tak samo jak jego poprzednicy, uważa, że tamten sobór ogłosił wiążące nauczanie, a jego prezentacja katolickiej wiary jest miarodajna. Dlatego wszystkich fundamentalnych krytyków soboru papieże i Watykan in toto traktują jako przeciwników jedności Kościoła.
Mają na to konkretne argumenty – nie twierdzę, że w pełni słuszne, ale są „na stole”. W konstytucji „Lumen gentium” Sobór Watykański II ogłosił, że nauczanie biskupów wyrażane na soborze w jedności z papieżem jest nieomylne. Dokumenty soborowe zatwierdził papież Paweł VI i je ogłosił – a papież przecież cieszy się charyzmatem nieomylności, kiedy jako najwyższy pasterz podejmuje uroczyste decyzje dotyczące wiary i moralności. Z perspektywy Stolicy Apostolskiej wygląda to tak, że II Sobór Watykański jest po prostu… nieomylny, albo też tej nieomylności bliski – przynajmniej w swoich najbardziej uroczystych dokumentach, takich jak wspomniana konstytucja „Lumen gentium”. Dotyczy to również konstytucji „Sacrosanctum concilium” o reformie liturgii.
Biorąc pod uwagę takie stanowisko, nie ma oczywiście żadnej realnej możliwości, by doszło do rewizji. Maksimum tego, co mogło się stać, zrobił papież Benedykt XVI: „uwolnił” przedsoborową Mszę świętą, ale mimo wszystko żądał akceptacji dokumentów soborowych.
Skoro Bractwo Kapłańskie św. Piusa X na to się nie zgadza, porozumienie jest niemożliwe – po prostu. To oznacza, że stan poważnego sporu pomiędzy Bractwem a Stolicą Apostolską będzie się nie tylko utrzymywać, ale i cały czas pogłębiać, bo wraz z czasem obie strony utwardzają się na swoich stanowiskach. Wystarczy zwrócić uwagę, że dziś dokładnie wszyscy (sic!) kardynałowie akceptują nauczanie II Soboru Watykańskiego. Akceptuje je również niemal wszyscy biskupi na świecie. Jeżeli Bractwo uzależnia porozumienie z Watykanem od relatywizacji znaczenia dokumentów Vaticanum II, to nie będzie pojednania jeszcze przez długie dziesięciolecia, a może i wieki.
Co zrobić w tej sytuacji? Wielu wiernych mówi tak: „Bractwo podejmuje trudne decyzje, ale są konieczne w obecnym stanie Kościoła. Skoro Watykan nie reaguje, gdy niemieccy albo belgijscy biskupi głoszą jawne herezje, to trzeba działać – i właśnie Bractwo jest odpowiedzią”. Takie postawienie sprawy ma wewnętrzną logikę, której trudno zaprzeczyć. Trzeba jednak powiedzieć otwarcie: wszystko ma swoją cenę. Można wyznawać wiarę bez żadnej domieszki błędu – ale nic człowiekowi z tego nie przyjdzie, jeżeliby nie był w jedności z biskupem Rzymu. Katolickość wymaga tej jedności – to warunek sine qua non. Bractwo Kapłańskie św. Piusa X tej jedności oczywiście nie zrywa – deklaruje, że uznaje papieża i jego władzę. Deklaratywne uznania są ważne, bo wyznaczają granice; kiedy jednak nie idzie za nimi praktyka, sytuacja staje się niejasna. Można powiedzieć, że prawda o konieczności zachowania jedności z biskupem Rzymu staje się w pewien sposób zamglona, jakby mniej wyraźna. To tymczasem poważny problem – czy naprawdę mniejszy, niż milczenie Watykanu wobec modernistycznych szaleństw? Oto kwestia, którą każdy musi sam rozstrzygnąć.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
