Kazik trafił na oddział intensywnej terapii w szpitalu na Teneryfie. W rozmowie w programie „Rymanowski Live” zdradził, że ta sytuacja zmieniła wszystko. Wcześniej w wywiadach mówił o sobie m.in. „najbardziej wierzący ateista”. Teraz opowiadał o powrocie „z dalekiej podróży”. Odnosząc się do swojego stanu zdrowia, powiedział:
„Myślę, że jak Bóg da, to pożyję. Bo Bóg jest”.
Jednocześnie opowiedział o wydarzeniu, które miało go odmienić. Wspomniał o ubranym w strój kolarski, z plecakiem, człowieku który miał przyjść do niego czwartego dnia:
„Przyszedł, stanął nade mną, dotknął mnie tutaj [wskazał na klatkę piersiową – red.], potem tam, gdzie mnie bolało” – cytuje wypowiedź Kazika serwis Jastrząb Post.
Dodaje, że osoba ta nic nie powiedziała i poszła. Kazik stwierdza:
„No to kto to mógł być? Albo Jezus, (...) albo Bóg ogólnie!”.
Dalej opisał, że mężczyzna wyglądał na kogoś rasy białej, ale dość ciemnego jak Włoch czy Hiszpan. Zapewnia, że widział mężczyznę na jawie i nie miał halucynacji. Przyznaje, że jego historia często jest wyśmiewana, ale dla niego była mocnym dowodem, który pomógł mu jeśli chodzi o wahania dotyczące wiary.
