W Polsce wybory na Węgrzech budzą wielkie emocje z obu stron polskiego politycznego rozłamu. Jedni świętują powrót do władzy „proeuropejskich sił” w tym kraju, inni wyrażają żal i obawę, że na Węgrzech zwyciężyła marionetka i kraj ten stanie się uległym narzędziem w rękach Berlina i Brukseli. Żadna z tych opinii nie jest uprawniona i z mojego punktu widzenia wynik wyborów na Węgrzech każda ze stron musi traktować z większym spokojem. Bo partia Tisza jest partią konserwatywną o dokładnie określonej ideologii. I ze wszystkich deklaracji nowego, przyszłego premiera wynika, iż jego podejściem będzie pragmatyzm i obrona interesów Węgier przede wszystkim.
Péter Magyar nie zamierza blokować pożyczki niezbędnej dla wysiłku obronnego... ale sam nie dołoży się do niej. Oczekuje dobrych stosunków i dialogu z Kijowem, ale już podczas kampanii wyborczej pokazał, że może wobec Ukrainy również być asertywny i z pewnością będzie bronił interesów węgierskiej mniejszości w tym kraju. Będzie rozmawiał z Putinem, ale w sposób jasny określa, kto w tej wojnie jest stroną broniącą się, a kto agresorem. Nie wyśle żadnej broni na Ukrainę, ale i nie będzie czynił przeszkód dla innych w dostarczaniu tej broni. Będzie dywersyfikował dostawy energii na Węgry, ale nie zamierza rezygnować prędko z rosyjskich dostaw jako jednego z kierunków. Zamierza negocjować z Kijowem w sprawie jego przystąpienia do UE, ale już wskazuje, że będzie to długi i trudny proces. I tak jest we wszystkim... Przede wszystkim zamierza rozmawiać i negocjować... z Brukselą, z Berlinem, z Kijowem, z Moskwą, z Waszyngtonem.
To nie jest obraz polityka-marionetki, postaci uległej komuś. Oczywiście musimy poczekać na realne czyny, ale na razie to o wiele bardziej wygląda na asertywną i pragmatyczną postawę niż polityka poprzedniego rządu, która w sposób absolutnie jawny i niedwuznaczny stawiała na współpracę z Moskwą. Dlatego ani stronnictwo prounijne w Polsce nie ma zbytnio powodów do wielkiej radości, ani też stronnictwo antyunijne nie ma powodów, by tutaj wpadać w depresję. Świat polityki o wiele częściej jest szary... niż czarno-biały.
Mikołaj Susujew
