Spotkanie obu polityków 15 kwietnia było pierwszym bezpośrednim kontaktem po wyborach i miało kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu procesu konstytucyjnego. Prezydent potwierdził, że to właśnie Magyar otrzyma mandat do sformowania nowego gabinetu. Rozmowy dotyczące inauguracji parlamentu mają rozpocząć się w najbliższych dniach, a pierwsze posiedzenie Zgromadzenia Narodowego może odbyć się już na początku maja.

Sytuacja jest wyjątkowa, ponieważ ugrupowanie Tisza zdobyło aż 138 mandatów w 199-osobowym parlamencie, co daje mu większość konstytucyjną. To oznacza nie tylko możliwość powołania rządu, ale także realny wpływ na kształt instytucji państwowych i kierunek zmian ustrojowych.

Magyar nie ograniczył się jednak do procedur. Podczas rozmów z prezydentem jasno postawił polityczne ultimatum. „Naród węgierski głosował nie za zmianą rządu, lecz za zmianą reżimu” – powiedział, uzasadniając wezwanie do ustąpienia głowy państwa. Jak relacjonował później dziennikarzom, usłyszał odpowiedź, że prezydent „rozważy tę kwestię”.

To nie pierwszy raz, gdy lider Tiszy wzywa do głębokich zmian personalnych. Już podczas wiecu po ogłoszeniu wyników wyborów podkreślał, że osoby związane z poprzednim obozem władzy powinny ustąpić. „Muszą odejść, zamiast czekać na usunięcie, bo i tak odejdą” – zapowiedział, wskazując m.in. na najwyższe instytucje państwowe, w tym wymiar sprawiedliwości.

Wybory zakończyły 16-letnie rządy Viktor Orban i jego ugrupowania Fidesz, co oznacza symboliczny koniec jednej z najdłuższych dominacji politycznych w Europie Środkowej. Dla wielu Węgrów to moment nadziei, dla innych – czas niepewności i obaw o stabilność państwa.

W tle pozostaje także niedawna historia urzędu prezydenckiego. Tamas Sulyok objął stanowisko w marcu 2024 roku po rezygnacji Katalin Novak, która ustąpiła w wyniku kontrowersji związanych z decyzją o ułaskawieniu w sprawie o podłożu pedofilskim. To dodatkowo zwiększa wrażliwość opinii publicznej na kwestie odpowiedzialności i standardów władzy.

Procedura konstytucyjna jest jasna – to prezydent inicjuje proces powoływania rządu i zwołuje pierwsze posiedzenie parlamentu w ciągu 30 dni od wyborów. Jednak obecna sytuacja pokazuje, że formalne ramy to tylko część rzeczywistości. Równolegle trwa bowiem polityczna walka o legitymację, wpływy i kierunek zmian.