Zwycięstwo formacji TISZA Pétera Magyara nie było zwykłą zmianą władzy. „To była mobilizacja przeciwko systemowi, nie rutynowa zmiana” – podkreśla Winnicki, wskazując na rekordową frekwencję i skalę społecznego sprzeciwu. Według niego nowa większość parlamentarna daje nie tylko władzę, ale „narzędzia do całkowitego demontażu systemu Orbána”.
Jednym z głównych powodów porażki miała być sytuacja ekonomiczna. „Zwykły Węgier nie żyje z konferencji prasowych, tylko z tego, ile zostaje mu w portfelu” – zauważa Winnicki. W jego ocenie model gospodarczy oparty na zagranicznych inwestycjach i państwowym sterowaniu nie przyniósł trwałego dobrobytu.
Autor wskazuje na stagnację względem regionu, wysoką inflację oraz rosnące koszty życia. „Państwo mogło mówić o suwerenności, ale portfel mówił Węgrom coś innego” – podsumowuje.
Drugim filarem krytyki jest rozbudowany system powiązań polityczno-biznesowych. „Państwo przestało być arbitrem. Stało się dystrybutorem politycznych łupów” – pisze Winnicki, wskazując na rosnącą rolę oligarchów i powiązań z władzą.
Jak dodaje, dla wielu obywateli problemem nie była już sama korupcja, lecz jej widoczność w codziennym życiu: „Biznes bez kontaktów? Możliwy, ale mniej bezpieczny. Kariera bez Fideszu? Możliwa, ale trudniejsza”.
Kolejnym elementem była utrata skuteczności przekazu medialnego. „Propaganda była potężna, ale przestała być wszechmocna” – ocenia Winnicki. W jego opinii opozycja przełamała dominację informacyjną dzięki mediom społecznościowym i bezpośredniemu kontaktowi z wyborcami.
„TISZA nie musiała wygrać w telewizji publicznej, bo zbudowała własny obieg” – podkreśla, wskazując na zmianę modelu komunikacji politycznej.
Polityk zwraca również uwagę na międzynarodowe sojusze Orbána. „Mocarstwowe ambicje dyplomatyczne najpierw karmiły dumę, ale z czasem zaczęły być nużące” – pisze. Jego zdaniem relacje z takimi przywódcami jak Donald Trump czy Benjamin Netanjahu przestały być atutem, a zaczęły ciążyć wizerunkowo.
Szczególnie ostro ocenia politykę wobec Rosji: „To już nie wyglądało jak realizm, tylko jak wasalizm”. W tym kontekście przywołuje nawet hasła pojawiające się na demonstracjach: „Ruscy do domu!”
Winnicki poświęca osobny fragment relacjom z Polską, podkreślając ich instrumentalny charakter. „Orbán był wobec Polski partnerem użytkowym. Braterstwo zostawiał na uroczystości” – ocenia.
Jednocześnie zaznacza, że mimo porażki Orbána część jego dorobku pozostanie trwała – zwłaszcza w zakresie polityki narodowej i wsparcia dla Węgrów za granicą. „Zostawi mocne poczucie narodowe, choć nie zostawi zbyt silnego państwa” – podsumowuje.
W ocenie autora wynik wyborów nie oznacza zwrotu w lewo, lecz zmianę wewnątrz szeroko rozumianej prawicy. „Węgry nie skręciły w lewo. Ukarały skompromitowaną władzę” – konkluduje Winnicki, wskazując, że wyborcy postawili na nową, mniej zużytą formułę polityczną.
