Gloryfikacja UPA i buńczuczne wypowiedzi ukraińskich polityków z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim na czele rodzą w Polsce naturalny sprzeciw. Najwięcej zyskuje na nich jednak Władimir Putin, bo to on jest dziś najbardziej zainteresowany podzieleniem Polaków i Ukraińców. Dlatego tak ważne jest, by Polacy nie pozwolili rozgrywać się przez rosyjską propagandę i nie przekładali aroganckiej polityki obozu Zełenskiego na swój stosunek do Ukrainy jako takiej. W poruszającym wpisie zwraca na to uwagę Jarosław Wolski.

- „Historię mamy taką a nie inną - parszywą. Będzie ona dzielić i jątrzyć. W to niestety, jak nóż w masło, wchodzi rosyjska propaganda która stara się podkręcać nastroje.  Nie wierzcie w to co czytacie w necie chyba że robi to ktoś kto jest autentycznie znany z twarzy, nazwiska, a konto jest naprawdę jego. To nie jest tak że tysiące Polaków cieszy się z tego że utopił się w Wiśle ukraiński nastolatek. Te komentarze to większości pisze spocony ze strachu że go wyślą za niewyrobienie normy na SWO Wania z Sewieropiździewki. Nie jest to też tak że tysiące Ukraińców nagle piszę że polacy to jak ruscy. Ruscy piszą a potem cieszą się że Polacy i Ukraińcy znów biorą się za łby”

- wskazuje na profilu „WoW – Wolski o Wojnie”.

Dzieląc się historią własnej rodziny podkreśla, że polsko-ukraińska historia nie jest łatwa. Zauważa jednak, że ta historia nie może zniechęcać nas do pomocy napadniętemu państwu, bo pomoc ta leży również w naszym interesie.

- „Gdzie jest różnica między realizacją owego interesu narodowego a byciem frajerem? Cóż, właśnie jako kraj ową powoli poznajemy choć miałem nadzieję że będzie to dopiero po wojnie w pełnej krasie”

- zaznacza.