– „Mając na uwadze strategiczne bezpieczeństwo Polski, nie przyłożę ręki do podsycania tych napięć. W długoterminowym interesie Polski jest budowanie relacji z Ukrainą na wizji przyszłości” – powiedział Donald Tusk przed posiedzeniem Rady Ministrów.
Premier zaznaczył również, że mimo politycznych sporów odbędzie się Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Jak poinformował, przygotowano około 200 porozumień między polskimi i ukraińskimi przedsiębiorstwami.
Wypowiedź szefa rządu padła w czasie najpoważniejszego od miesięcy kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich. Jego źródłem była decyzja władz Ukrainy o nadaniu jednej z jednostek wojskowych nazwy „Bohaterów UPA”. W odpowiedzi prezydent Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, najwyższe polskie odznaczenie państwowe. Ukraiński przywódca odesłał order do Warszawy.
Krytycy rządu zwracają uwagę, że w swoich wystąpieniach Donald Tusk koncentruje się przede wszystkim na utrzymaniu dobrych relacji z Kijowem, podczas gdy znaczna część opinii publicznej oczekuje wyraźniejszej obrony polskiej pamięci historycznej i stanowczej reakcji na działania gloryfikujące UPA. Ich zdaniem polityka „bezstronności” w sytuacji, gdy spór dotyczy ofiar rzezi wołyńskiej, może być odbierana jako brak dostatecznej troski o polski punkt widzenia.
Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że według nieoficjalnych informacji prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nie pojawi się na organizowanej przez Polskę konferencji w Gdańsku. Jeśli doniesienia te się potwierdzą, wielu komentatorów może uznać to za kolejny sygnał słabnącej pozycji Warszawy w relacjach z Kijowem.
Jak podkreślają media, konferencja w Gdańsku jest na tyle już zmarginalizowana, że nie zapadną tam żadne strategiczne decyzje i w efekcie okaże się jednym wielki blamażem obecnego rządu oraz jedynie przedsięwzięciem PR-owym oraz dobrą miną do złej gry.
