Tylko biegła w naturalnej dyplomacji prezydent Gdańska może wciskać papieżowi na ulicy zaproszenie do miasta. Tylko tandetą polityczną jest odbieranie z rąk Zelenskiego jakichś infantylnych wyróżnień dla Gdańska w dniu, w którym ten „sługa narodu” banderoluje ważną formację wojskową banderą UPA.
Jej ostatni przywódca, Wasyl Kuk, swoją jednostkę wojskową otrzymał w styczniu tego roku. Przepytywany przed laty o zbrodnie ludobójstwa swojej formacji powiedział: „Nie mamy z tym nic wspólnego. Po prostu powiedzieliśmy chłopom: róbcie co chcecie- i poszliśmy. A ONI TYMCZASEM WZIĘLI SIEKIERY I WIDŁY I POSZLI MORDOWAĆ POLAKÓW".
Współczesny cynizm Zelenskiego, obnażony przez prezydenta Nawrockiego, nie jest incydentem historii, jest rekwizytem wewnętrznych polityk ukraińskich, w których ludobójstwo obywateli polskich przez UPA to operetkowa fanaberia.
Dobrze, że gdańscy radni przyjęli apel w sprawie historycznego fałszu Zelenskiego, ale jego polowanie na europejskie pieniądze niekoniecznie musi odbywać się w Gdańsku. Po doświadczeniach ze Lwowa, miasta, które wyświęca UPA i oprowadza polskiego premiera po ulicy Bandery, miasta, w którym polska firma jest przez mera Sadovego pozbawiana wynagrodzenia i majątku, tylko szaleniec może liczyć na gospodarcze sukcesy.
A ponadto, dopóki prezydent Ukrainy nie uruchomi dochodzenia w sprawie śmierci 2 obywateli Polski, zabitych w Przewodowie przez ukraiński pocisk, lepiej, żeby czuł się nad Motławą jak persona non grata.
Lub nie przyjeżdżał wcale.
Polski rząd obowiązuje ta sama zasada, którą sformułował dla Anglii w XIX wieku lord Palmerston - że Polska nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów, wieczne są tylko nasze interesy i obowiązek ich ochrony. W tym interes najważniejszy – utrzymanie polskiej państwowości. Nie można, co zauważał Dmowski, bardziej nienawidzić Rosji niż kochać Polski. Hurtowy zwrot polskich odznaczeń przez liczących się polityków ukraińskich to coś więcej niż kompulsywna reakcja polityczna. Jakby im ulżyło to zrzucenie masek, w których występowali wobec kłopotliwego, lecz doraźnie przydatnego sąsiada. To zapowiedź marszu Ukrainy do Europy po trupach polskich sąsiadów. Omijając Tuska, omijając lotnisko w Jasionce, w drodze do Londynu ekipa Zelenskiego zmienia hierarchie sojuszy. Stołując się z Merzem i Macronem, Zelenski od zobowiązań wobec Polski ucieka w dzikie pola. Nigdzie nie dobiegnie, nigdzie, poza Izraelem przed egzekucją historii się nie schroni.
Premier Tusk bredzi coś publicznie, że Polska wykonała już w Gdańsku swoją robotę. Każdy dobrze zarobi. Lepiej zawczasu złożyć wniosek o upadłość niż z Tuskiem i jego ukraińskimi partnerami wchodzić na ruchome piaski. Przypomnę, że polski premier jest bezdomny, a to w jego wieku kiepska rekomendacja.
Biorąc pieniądze do swojej fundacji od ukraińskiego oligarchy, trzeba trafu zięcia prezydenta Kuczmy, były polski prezydent A. Kwaśniewski mówił, że to ekwipunek na koszty drogi Ukrainy do Europy. Do dziś nie wybudowano ani jednego jej metra.
