Jarmark, który podzielił miasto
Gdańsk przez lata budował wizerunek jednego z najbardziej otwartych i dynamicznych miast w Polsce. Turystyka, gastronomia i kultura stały się jego wizytówką. Jednak w ostatnich miesiącach w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się głosy o narastającym konflikcie między władzami miasta a częścią przedsiębiorców i mieszkańców. Dla jednych to „próba uporządkowania przestrzeni i ograniczenia chaosu”. Dla innych – ewidentne i szkodliwe nadregulacje oraz ograniczanie swobody działalności gospodarczej.
W tle pojawia się hasło: „wiosenne porządki polityczne”. Nie tylko w sensie symbolicznym.
Czarę goryczy przechylił jarmark bożonarodzeniowy 2020 – wcześniej wydarzenie wielokrotnie wyróżniane w międzynarodowych rankingach. Ubiegłoroczna edycja przyniosła jednak kontrowersje związane z wyłącznością na sprzedaż grzanego wina.
Zgodnie z relacjami restauratorów, operator wyłoniony w konkursie uzyskał trzyletnią wyłączność na sprzedaż wina grzanego w przestrzeni jarmarku. Krytycy podnoszą tu kilka kwestii:
- ograniczenie możliwości sprzedaży jednego z kluczowych produktów sezonowych przez innych wystawców,
- krótki okres istnienia zwycięskiej spółki przed przetargiem – rejestracja zaledwie kilka miesięcy wcześniej,
- brak jasnych wyjaśnień dotyczących powodów wyboru konkretnego rozwiązania.
Dodatkowo emocje wzbudził system kaucji – 30 zł za ceramiczny kubek – oraz ograniczona liczba punktów jego zwrotu, w dodatku bardzo oddalonych. Część odwiedzających uznała to za rozwiązanie nieprzyjazne klientom.
Władze miasta utrzymują jednak, że celem miało być rzekomo podniesienie jakości i ujednolicenie standardu wydarzenia.
Spór nie dotyczy więc wyłącznie wina. Dotyczy modelu zarządzania przestrzenią publiczną.
Wyłączność w przestrzeni publicznej – problem prawny czy organizacyjny?
Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przedsiębiorców jest pytanie o dopuszczalność wyłączności handlowej podczas imprezy o charakterze otwartym.
W prawie unijnym i krajowym – na co zwracali uwagę restauratorzy podczas spotkania z władzami miasta - funkcjonuje zasada swobody działalności gospodarczej. Wyłączności są powszechne przy wydarzeniach biletowanych i zamkniętych, nie zaś w przypadku imprez otwartych.
W efekcie restauratorzy zapowiadają działania prawne i rozważają skierowanie sprawy do instytucji europejskich.
Miasto nie tylko nie zgadza się z zarzutami bezprawności i wskazuje, że działało w ramach przepisów, ale wręcz ostentacyjnie lekceważy restauratorów, a nawet próbuje argumenty przedsiębiorców ośmieszać.
Ogródki gastronomiczne – ekonomia kontra cisza nocna
Jeszcze większe emocje wywołują plany ograniczenia funkcjonowania ogródków gastronomicznych po północy (w niektórych pomysłach nawet po 23.00 lub 22.00) w części historycznego centrum.
Dla wielu lokali ogródki stanowią podstawowe źródło przychodów w sezonie letnim. W przypadku małych restauracji liczba miejsc wewnątrz bywa kilkukrotnie mniejsza niż w części zewnętrznej.
Przedsiębiorcy podnoszą:
- wysokie opłaty za zajęcie pasa drogowego,
- kosztowne koncesje alkoholowe,
- konieczność ponoszenia nakładów inwestycyjnych przy niepewności regulacyjnej.
Z kolei część mieszkańców (podobno 1-2 osoby) historycznego centrum argumentuje, że hałas i nadmierna intensywność życia nocnego utrudniają normalne funkcjonowanie.
Spór dotyczy więc fundamentalnego pytania: czy centrum Gdańska ma być przede wszystkim przestrzenią turystyczną, czy mieszkaniową?
Estetyka czy nadmierna ingerencja władz miasta?
W środowisku gastronomicznym krytykowane są także nowe wytyczne dotyczące wyglądu ogródków – m.in. kształtu parasoli czy elementów zabudowy sezonowej.
Przedsiębiorcy wskazują, że:
- inwestowali w infrastrukturę zgodnie z wcześniejszymi wytycznymi,
- zmiana zasad w trakcie obowiązywania umów rodzi ryzyko finansowe i zagrożenie opłacalności prowadzenia biznesu,
- brak długoterminowej stabilności utrudnia planowanie działalności gospodarczej.
- proponowane nowe ośmiokątne parasole się niepraktyczne z dwóch powodów: nie zakrywają należycie stolików przez ptakami i deszczem oraz są zbyt lekkie i łatwe do przewracania przez wiatr.
Miasto natomiast argumentuje, że powyższe na siłę wprowadzane zmiany… są potrzebą ochrony zabytkowego charakteru przestrzeni. Jakby wcześniej nie było to zapewnione. Już samo w sobie jest to oczywistym absurdem.
Nowa Hala Targowa a przyszłość gastronomii na Starym Mieście
W debacie o kierunku rozwoju Gdańska coraz częściej pojawia się wątek rewitalizacji zabytkowej Hali Targowej. Obiekt z końca XIX wieku przechodzi gruntowną modernizację i – zgodnie z zapowiedziami inwestora – ma stać się nowoczesnym food hallem z 17 lokalami gastronomicznymi, barami oraz przestrzenią eventową. Wśród zapowiadanych konceptów znajduje się m.in. restauracja Kuby Wojewódzkiego i Dawida Kwidzińskiego „The Dreamers/Marzyciele”, a także znane marki kulinarne i nowe formaty restauracyjne.
Inwestycja, której wartość szacowana jest na ponad 140 mln zł, ma być jednym z najbardziej prestiżowych punktów gastronomicznych w centrum miasta. Nowa hala według zapowiedzi władz Gdańska ma łączyć funkcję handlową, restauracyjną i kulturalną, przyciągając zarówno mieszkańców, jak i turystów.
Lobbing w tle?
Wśród właścicieli restauracji na Starym Mieście narasta przekonanie, że kolejne ograniczenia dotyczące ogródków gastronomicznych i skracania godzin działalności lokali nie są przypadkowe. Ich zdaniem może to być element szerszego procesu, który w praktyce osłabia restauracje działające w otwartej przestrzeni historycznego centrum.
Część przedsiębiorców uważa, że takie decyzje mogą sprzyjać przenoszeniu gastronomii do nowych, zamkniętych obiektów – jak remontowana Hala Targowa czy inne nowoczesne przestrzenie handlowe. Mówią wprost o możliwych działaniach lobbingowych na rzecz nowych inwestycji, które – ich zdaniem – odbywają się kosztem dotychczasowych lokali. Jeśli ogródki, które latem generują największe przychody, będą musiały działać krócej, funkcjonowanie niektórych restauracji może przestać spinać się finansowo. A to w skrajnym scenariuszu może oznaczać nawet bankructwa.
To oczywiście opinia części środowiska gastronomicznego, ale pokazuje ona ogromną skalę niepokoju, jaki narasta wśród przedsiębiorców ze Starego Miasta.
Władze miasta przekonują, że rewitalizacja Hali Targowej to projekt niezależny od regulacji dotyczących przestrzeni publicznej, a jego celem ma być uporządkowanie i podniesienie standardu zabytkowego centrum, a nie eliminowanie istniejących lokali.
Spór o halę i ogródki oraz tworzenie nowych nieuzasadnionych regulacji wobec restauratorów na Starym Mieście pokazuje jednak, że pytanie o przyszłość gastronomii w sercu Gdańska wykracza dziś poza pojedyncze decyzje administracyjne – dotyczy modelu miasta: czy ma ono rozwijać się poprzez rozproszone, prywatne inicjatywy w przestrzeni otwartej, czy też poprzez silniej zarządzane, skonsolidowane projekty w wyznaczonych/lobbowanych obiektach.
„Wiosenne porządki” i referendum
W efekcie opisanych powyżej wydarzeń w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się zapowiedzi inicjatywy referendalnej. Aby doszło do skutecznego referendum odwoławczego prezydenta miasta, konieczne jest zebranie odpowiedniej liczby podpisów i osiągnięcie wymaganego progu frekwencji.
Podobne dyskusje – choć z różnych powodów – pojawiały się w ostatnim czasie również w innych miastach, m.in. w Krakowie czy Łodzi, gdzie skrajnie niezadowoleni mieszkańcy właśnie zaczęli organizowanie referendów, mających na celu odwołanie władz miasta, które - podobnie jak w Gdańsku – są związane z proniemieckim obozem rządzącym Donalda Tuska i Koalicji Obywatelskiej.
Zenon Witkowski
