Bo tego, czego nie widać na portalach polskich krytyków „Upadliny” – specjalnie nie jest łatwo zobaczyć. To sprawnie działający wywiad ukraiński, który potrafi organizować koronkowe akcje pozwalające wysadzić w powietrze Most Kerczeński czy wysadzić w powietrze rafinerię parę tysięcy kilometrów od granicy ukraińsko-rosyjskiej. To przemysł zbrojeniowy, który potrafi produkować drony bojowe, które w dużej mierze zniwelowały siłę rażenia rosyjskich dywizji pancernych. To wreszcie przywódca, który mimo tego, że wydawał się wszystkim błahym komediantem wykreowanym przez paru bezwzględnych oligarchów – potrafi stać na czele swojego narodu przez cztery brutalne lata wyjątkowo okrutnej wojny.
Tak, piszę ten felieton w czwartą rocznicę krucjaty, którą Władimir Putin rozpoczął w imię rozszerzania „russkiego miru”. I przez te cztery lata „putinowskie sokoły” zdobyły jedynie 19,4% Ukrainy, z czego około 7% Rosjanie zajęli jeszcze przed wielkoskalowa inwazją z 2024 roku. Tak. Ten kraj jest wciąż sparaliżowany siecią oligarchicznych powiązań. Ale jednocześnie Zełenski zdołał doprowadzić, aby ten konglomerat oligarchów lojalnie i w sposób zdyscyplinowany stworzył gospodarkę, która oczywiście z ogromnym zastrzykiem pieniędzy zachodnich, ale dała radę stworzyć maszynerię potrafiącą utrzymać mordercy wysiłek żołnierzy na froncie.
Jeśli są u nas ludzie, którzy kpią, że Ukraina nigdy nie będzie Zachodem, to w pewnym sensie mają rację. Heroiczny opór żołnierzy, którzy cztery lata temu stawili skuteczny opór Rosjanom – i stawiają go skutecznie aż do dziś, nie mieściłby się w głowach ani możliwościach mieszkańca Belgii, Portugalii, czy np. Włoch.
Jak wyobrazić sobie, że współczesne zachodnie społeczeństwa, które już dziś w sondażach deklarują w ogromnych procentach, że nie znalazłyby w sobie siły, aby zbrojnie bronić się przed Rosjanami – mogłyby wytrzymać podobny napór?
To także pytanie do nas, czy my bylibyśmy zdolni do podobnych poświęceń. A może większość naszych rodaków poszłaby wzorem deklaracji znanej celebrytki Moniki Richardson, która ogłosiła, że „Jak będzie wojna to ucieka z kraju”. Wciąż brzęczą mi w pamięci jej słowa. „Nie jestem patriotką i nigdy nią nie byłam” oraz „Nie mam w sobie siły”. Mówi to osoba, której Polska dała szansę na atrakcyjną karierę, obdarowała ją licznymi nagrodami i sympatią ogromnej wielomilionowej rzeczy telewidzów.
Jest chyba coś w tym spostrzeżeniu, że w ogromnej zmianie nastrojów Polaków w ciągu ostatnich czterech lat od ogromnej życzliwości wobec tragedii Ukrainy po coraz większy ukrainosceptycyzm jest jakiś element ucieczki od pytania, czy my bylibyśmy zdolni do podobnych poświęceń w imię ratowania swojej niepodległości.
I na koniec w kontekście czwartej rocznicy tej wojny warto przytoczyć słowa z rocznicowego wywiadu prezydenta Zełenskiego dla jednej z amerykańskich stacji. Na pytanie dziennikarza z USA czy Ukraińcy są zmęczeni wojną – ukraiński przywódca odpowiedział wprost, że są zmęczeni. Ale kapitulacja przed żądaniami Kremla nie wchodzi w grę.
„Nie możemy Putinowi dać wszystkiego co chce, bo on po prostu chce nas okupować. I jeśli damy mu wszystko co chce, to z czasem stracimy wszystko.
I po tych słowach przypomnę jeszcze jedną prawdę, którą trzeba przypominać każdego dnia: Rosja związana wojna na Ukrainie ma mniej siły, by planować ubezwłasnowolnienie Polski czy zabór Litwy, Łotwy i Estonii. I cenę za ten czas, który dostajemy od losu płacą ukraińscy żołnierze na froncie. I jest to najwyższa cena. I to, że Polska bierze do siebie na leczenie jakąś w końcu nie gigantyczna pulę ukraińskich rekonwalescentów to naprawdę nie jest wygórowana cena za luksus bycia oddzielonym od Rosji państwem, które umiało sobie dać radę w sytuacji, zdawałoby się beznadziejnej.
Piotr Semka
