Kardynał, dziś jałmużnik papieski, był jedną z niewielu osób, które były fizycznie obecne przy umierającym papieżu. Po 20 latach wspomina, że Jan Paweł II był człowiekiem, który przed wyjściem do ludzi w celu sprawowania liturgii najpierw rozmawiał z Bogiem:
„[…] a kiedy wychodził to reprezentował Boga i dlatego Jego słowa były takie dotykające, zmieniające nasze życie”.
Wspomina też, że przed rozpoczęciem celebracji, w zakrystii, był nieobecny i trwał na modlitwie. Dalej mówi:
„Ja nie wiedziałem, że to jest świętość. Dla mnie była to normalność, bo przez siedem lat, kilka razy w tygodniu widziałem Ojca Świętego; właśnie takiego”.
Kardynał był obecny przy śmierci papieża, a gdy po północy wracał do domu, zwrócił uwagę, że „świat się zatrzymał” i „przyklęknął, tutaj na placu św. Piotra”.
Dodaje, że ulice pełne były ludzi, jednak panowała idealna cisza i nikogo nie było w sklepach czy restauracjach. Po śmierci Ojca Świętego przyszedł też czas na refleksję – mówi kardynał:
„I to było widać w oczach ludzi. Wszyscy się pytaliśmy, dlaczego my nie byliśmy jak Jan Paweł II, dlaczego on był święty, a my przy tym wszystkim, przy jego bliskości tacy nie byliśmy”.
A co po 20 latach od śmierci papieża powinno być dla nas najważniejszym przesłaniem? Kardynał twierdzi, że właśnie życie pełnią Ewangelii:
„On żył zgodnie z logiką Ewangelii i On rozwiązywał świat z logiką Ewangelii – zaakcentował i dodał, że jest to trudne, widząc jak za życia i po śmierci, papież był atakowany; ale to już Pan Jezus zapowiedział: «Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować» (J 15, 10). Stanie się to wtedy, jeżeli będziemy żyć Bożą prawdą”.