Jak informowała Gazeta.pl, Sąd Najwyższy 22 stycznia zastosował wobec kobiety środki wolnościowe: dozór policyjny z obowiązkiem cotygodniowego stawiennictwa, zakaz opuszczania kraju oraz inne środki zapobiegawcze. W praktyce oznaczało to jej wyjście na wolność do czasu ponownego rozpatrzenia sprawy.
W uzasadnieniu decyzji wskazano, że podstawą uchylenia wyroku był udział w orzekaniu sędzi powołanej na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa w obecnym kształcie. W dokumencie Sądu Najwyższego podkreślono, że nominacja nastąpiła na podstawie przepisów nowelizujących ustawę o KRS, co – w ocenie składu orzekającego – miało znaczenie dla prawidłowości postępowania.
Z informacji medialnych wynika również, że sędzią sprawozdawcą w sprawie był Jacek Błaszczyk, który wcześniej publicznie deklarował sprzeciw wobec orzekania w składach z udziałem tzw. „neo-sędziów”.
Decyzję skomentowali prawnicy i politycy. Mecenas Bartosz Lewandowski napisał w mediach społecznościowych krótko: „Dramat”. Z kolei szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki stwierdził, że „polityczna odpowiedzialność za to ordynarne sądowe bezprawie w całości obciąża ministra Żurka oraz jego szefa, premiera Tuska”. W kolejnym wpisie dodał, że jego zdaniem decyzja Sądu Najwyższego to „kolejny podły akt bezprawia tzw. neopraworządności”.
Sprawa ma ponownie trafić na wokandę Sądu Okręgowego w Zamościu, który będzie musiał jeszcze raz przeanalizować materiał dowodowy i wydać nowe rozstrzygnięcie. Do czasu zakończenia procesu Magdalena P. ma pozostać na wolności pod nadzorem organów ścigania.
