Kiedy w 2022 r. pracownicy należącej do Disneya firmy Pixar protestowali przeciwko rzekomej cenzurze Disneya, która miała usuwać treści gejowskie z filmów, dyrektorzy ugięli się pod naciskami. Zaczęto mocno promować tęczową agendę i włączanie postaci „queerowych” do produkcji. Okazało się jednak, że zaczęło przynosić to olbrzymie straty. Disney stwierdził, że istnieje ryzyko niezgodności takiej polityki z gustami publiczności.

Stąd firma zdecydowała się wprowadzać zmiany, by kolejne produkcje nie okazały się klapą finansową. Dla przykładu w serii Pixara pt. Win or Lose, która miała premierę na początku 2025 r., usunięto wątek transpłciowy. Postać pozostała, ale odniesienia do jej tożsamości wycięto. Disney uzasadnił to tym, że rodzice wolą sami rozmawiać z dziećmi na takie tematy.

Z kolei z filmu Elio, który miał premierę w 2025 r., usunięto elementy (takie jak różowy rower, fantazje o wychowywaniu dziecka z męskim partnerem), które sugerowały, że główny bohater jest homoseksualistą. Powodem zmian miały być pokazy próbne udowadniające brak zainteresowania publiczności, by płacić za oglądanie takich scen. Peter Docter, dyrektor ds. kreatywnych Pixara, zauważył z sarkazmem: „Robimy film, a nie wartą setki milionów dolarów terapię”. Docter dodał też, że uświadomił sobie, iż jego „pracą jest zapewnienie tego, by filmy przemawiały do każdego”.

Mimo poczynionych zmian, Elio okazał się klapą finansową. Wprawdzie film zarobił 150 milionów dolarów na całym świecie – co byłoby imponującym wynikiem, gdyby nie fakt, że sama jego produkcja kosztowała 150 milionów dolarów, a do tego dochodzą jeszcze koszty marketingu. W sumie straty wynosiły ponad 100 milionów dolarów.

Jak zauważył Van Maren, pozytywne jest w tej całej historii to, że „propaganda, której domaga się tęczowa mafia, po prostu stała się zbyt droga”. Z drugiej strony „dla milionów rodziców marka Disneya doznała nieodwracalnego uszczerbku”.