Na Ukrainie rządzi ekonomia wojny i premiuje się systemy, które można produkować w dużej liczbie i mieć je zawsze dostępne. Rządzi zasada dobrego bilansu koszt–efekt. Natomiast zakładamy, że u nas będzie rządziła jakość, która – wraz z dominacją na niebie – da tak dużą przewagę, że wojna zostanie wygrana szybciej, niż nasze zasoby zostaną wyczerpane. Dokładnie o tym mówią nasi generałowie i eksperci w licznych komentarzach.

I nie mam pojęcia, dlaczego wojny z Iranem nie traktuje się jako praktycznego testowania tych założeń. Mamy tutaj przykład ogromnej dysproporcji zdolności dwóch stron. Z jednej strony siły zbrojne, które posiadają najsilniejsze lotnictwo na globie, najsilniejszą marynarkę, ogromny potencjał rakietowy do uderzeń na długi dystans oraz ogromną przewagę w rozpoznaniu. Z drugiej strony państwo, które wykorzystuje asymetryczne zdolności „długiej ręki”, które można łatwo rozproszyć i schować, a których odpalenie nie wymaga drogiej i podatnej na zniszczenie infrastruktury. Państwo, które wykorzystuje swój teren i rozproszenie jako broń. I ta ogromna amerykańska przewaga oraz wzorowo przeprowadzona kampania lotnicza, z wykorzystaniem całego konwencjonalnego arsenału dostępnego USA, nie pozwala osiągnąć założonego celu.

Dlaczego nie miałoby to mieć przełożenia na naszą sytuację z Rosją? Nie będziemy nigdy mieć takiej przewagi, jaką mają USA w lotnictwie i rozpoznaniu. Nieważne, ile kupimy F-35 – więcej niż koalicja Izraela i USA ich mieć nie będziemy. Nie będziemy też sprawniejsi w wykorzystaniu tego potencjału. Nie będziemy nigdy mieć takiej przewagi w rozpoznaniu jak USA. A Rosja też nie jest Iranem – ma większe terytorium, o wiele silniejszy przemysł i znacznie większe zdolności przeciwdziałania. W razie potencjalnej wojny będzie posiadać także o wiele większe zapasy środków asymetrycznej odpowiedzi. Dysproporcja pomiędzy Rosją a nami, nawet jeżeli dostaniemy wsparcie innych państw zachodnich, nigdy nie będzie tak drastyczna jak ta pomiędzy USA + Izrael a Iranem.

Jeżeli więc USA ponoszą straty w lotnictwie, nie są w stanie kontrolować cieśniny Ormuz, nie są w stanie chronić infrastruktury krytycznej państw Zatoki Perskiej i Izraela, a same amerykańskie bazy były wielokrotnie skutecznie atakowane – to dlaczego u nas ma być inaczej? Radziłbym sprawdzić, jak potężne są systemy OPL państw arabskich Zatoki. Do tak rozbudowanego systemu wciąż jest nam daleko. Poza tym wojna pokazuje, że bez znaczenia jest, jak skuteczna jest twoja obrona. Jeżeli przeciwnik posiada ogromny, rozproszony i trudny do zniszczenia arsenał, możesz zestrzelić 90% celów, ale twoje obiekty nadal będą niszczone – dzień po dniu, miesiąc po miesiącu. I będą niszczone nawet wtedy, gdy zdobędziesz dominację w powietrzu aż do samej Moskwy – nadal możesz zostać bez przemysłu, bez infrastruktury, bez prądu i wody.

I tak będzie, aż wyczerpiesz swoje zdolności uderzeniowe, które w naszym przypadku będą nieporównywalnie mniejsze niż zdolności USA. I co dalej? A dalej albo się poddajesz, bo nie przygotowałeś się na długą wojnę z wytrwałym przeciwnikiem, albo przebudowujesz się na tę samą logikę, w jakiej walczy Ukraina. Nie wyrzucasz w błoto milionów i miliardów, tylko zaczynasz liczyć każdy grosz tak, aby dawał maksymalne zdolności przy jak najniższym koszcie i abyś mógł je utrzymywać przez długi czas.

I jeszcze jedno… Królewiec nie jest żadnym lewarem w wojnie. Można go zniszczyć, można go w całości zająć. Można dodatkowo zająć Smoleńsk i Psków. I to samo w sobie nie da żadnego zwycięstwa w wojnie z Rosją ani nie wpłynie na ich wolę walki.

Mikołaj Susujew