„Nazywam się Krzysztof Kononowicz, urodziłem się dnia 23 stycznia 1963 roku w Kętrzynie. Mam matkę, mam brata. Tatuś nie żyje, jest w niebie teraz i stamtąd patrzy jak ja kandyduję na prezydenta miasta Białegostoku.
Swój manifest wyborczy nazwał „Precz z biurokractwem i bandyctwem”, a obiecywał, że jeśli nie będzie biurokractwa to nie będzie łachmaństwa. Wszystko kończyła finałowa deklaracja: „Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa i żeby nie było niczego”. Ta ostatnia deklaracja przeszła już do historii i jego powiedzenie stało się obiegowe. Skąd wziął się jeden z najciekawszych naturszczyków w polityce lokalnej?
Wbrew kpinom na temat aparycji czy sposobu wysławiania się tego kandydata na prezydenta Białegostoku wywodził on się z rodziny o dużych zasługach dla Polski. Jego ojciec Bronisław Kononowicz w czasie II wojny światowej walczył w oddziałach armii krajowej. Za swoją działalność w oddziałach niepodległościowych został wywieziony przez Sowietów do łagrów do odległych części ZSRS. Zwolniony w 1954 roku wrócił do rodzinnej miejscowości Strzelce w obwodzie grodzieńskim na terenie ówczesnej Białoruskiej Republiki Socjalistycznej. Wrócił do Polski w ostatniej fali wyjazdów w 1958 roku i osiedlił się na Mazurach we wsi Wilkowo. Z tego powodu Krzysztof Kononowicz, jego syn, urodził się w Kętrzynie. Jednak rodzinę Kononowiczów ciągnęło do Kresów i w 1975 roku przenieśli się do Białegostoku. Tutaj młody Kononowicz ukończył zasadniczą szkołę zawodowa jako kierowca-mechanik. Już w sierpniu 1980 roku jako kierowca w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji założył struktury NSZZ „Solidarność”. Podobnie jak wielu ludzi po 1990 roku stracił pracę. Potem udało mu się znaleźć zatrudnienie w firmie „Transmlecz”, ale też zdarzało mu się przyjmować pracę sprzątacza w Białostockim Urzędzie Miejskim. Po raz pierwszy wpadł na pomysł kandydowania na prezydenta Białegostoku w 2002 roku ale nie udało mu się wtedy zebrać podpisów. Cztery lata później wysunął go na to stanowisko Komitet Wyborców Podlasie XXI wieku.
Kampania, która stała się głośna, choć w dość prześmiewczy sposób, nie przełożyła się na większe poparcie i w wyborach 2006 roku uzyskał tylko 1676 głosów, co dawało 1,89 % poparcia i przedostatnią szóstą pozycję wśród wszystkich startujących. Jeszcze gorzej wypadł w wyborach do Rady Miejskiej Białegostoku zdobywając jedynie 102 głosy. Ale jeśli uznać, że chciał on zdobyć popularność to mu się to udało. rzydało mu się to pod koniec 2010 roku kiedy ogłosił w sieci, że z racji fatalnej sytuacji materialnej nie ma z czego żyć. Kononowicz ogłosił wtedy internetową zbiórkę finansową i jego popularność mu się przydała – w kilkanaście dni internauci zebrali aż 5859 złotych. Pięć lat później został ofiarą napadu we własnym domu, w trakcie którego został nie tylko pobity i okradziony ale odniósł ciężkie obrażenia. Sprawców napadu zatrzymano i po procesie Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał ich na surowe kary więzienia. Na korzyść Kononowicza zadziałały też przemiany w sposobie komunikacji zbiorowej. Filmiki Kononowicza na You Tube pod nazwą „Uniwersum Szkolna 17” (był to adres autora filmów) wywołał zainteresowanie swoja absurdalnością. Na początku 2020 roku kanał „Uniwersum Szkolna” zyskał aż sto tysięcy subskrypcji.
Ale z czasem zaczęły w sieci pojawiać się coraz ostrzejsze krytyki charakteru materiałów, które Kononowicz kierował do rozpowszechniania. Były wśród nich np. relacje z libacji alkoholowych czy sprawiające odpychające wrażenie pełnych wulgaryzmu awantur między Kononowiczem, a jego współlokatorem. Wreszcie w kwietniu 2020 roku Kononowicz jeszcze raz przyciągnął uwagę deklaracjami, że wirus Sars po prostu nie istnieje i wezwaniami do ignorowania obostrzeń zarządzanych przez władze państwowe. Pod koniec grudnia 2024 roku Kononowicz trafił do szpitala, gdzie po pewnym czasie znalazł się w stanie śpiączki farmakologicznej.
Z placówki leczniczej został przyjęty przez hospicjum białostockie, gdzie zmarł 6 marca 2025 roku. Jego miłośnicy odnotowują, że parę razy otarł się o showbiznes. Wystąpił w filmie fabularnym „Ciacho” a także w teledysku o nazwie „Nie będzie niczego” zespołu hiphopowego o nazwie „Grupa operacyjna”. Po jego niewątpliwie talent medialny sięgnęła też firma telekomunikacyjna Netia, która zaprosiła go w 2007 roku do występów w swojej reklamie radiowej.
Czy Kononowicz stał się ofiarą demokratyzacji przekazu w Internecie i niszczycielskiej siły patostreamingu? W jakim stopniu zainteresowanie milionów zwykłych użytkowników Internetu pchnęło Kononowicza do coraz bardziej żenujących występów w Internecie? Czy ktoś powinien kontrolować lub wręcz ograniczać sytuację, w której ktoś robi z siebie pośmiewisko w sieci?
Przypadek Krzysztofa Kononowicza na pewno będzie punktem wyjścia do prób szukania odpowiedzi na tego typu pytania.
Piotr Semka
