Równocześnie, szczególnie na polskich forach internetowych, szybko zaczęły pojawiać się obserwacje internautów z prawej strony, że Magyar zapowiada politykę nieco przypominającą linię Orbana. Politycy obu polskich konfederacji – tej Sławomira Mentzena, jak i tej Grzegorza Brauna z sympatią przyjęli zapowiedź wstrzymania się Republiki Węgierskiej od subsydiowania Ukrainy, jak i gotowość do kontynuowania współpracy energetycznej z Rosją. Tak samo z uznaniem przyjęto jego deklarację, że będzie występował przeciwko przyjmowaniu większej ilości imigrantów. Wreszcie dużo entuzjazmu wśród części polskiej prawicy spowodowała informacja, że nową minister oświaty jest Rita Rubovszky, która pełniła długoletnią funkcję w zarządzie szkół zakonu cystersów i uważana jest za konserwatywną katoliczkę.

 

Wszystko to skłoniło część naszych publicystów do snucia teorii o swoistym fortelu Wiktora Orbana. Wg tej teorii lider FIDESZu miał zaakceptować odejście z partii Magyara po to, aby w kontrolowany sposób przekazać władzę ugrupowaniu, które będzie de facto kontynuować przynajmniej część linii dawnego rządu. W poniedziałek 20 kwietnia Magyar ogłosił jednak listę kolejnych siedmiu nowych ministrów.

 

Najwięcej uwagi skupiły nominacje na szefa węgierskiej dyplomacji, którym zostanie Anita Orban (nie ma żadnych związków rodzinnych z Wiktorem Orbanem, na Węgrzech jest to dość popularne nazwisko – przyp. aut.). Ministerstwem Finansów ma pokierować Andras Karman. Z kolei Istvan Kapitany obejmie Ministerstwo Gospodarki Energii.  Zarówno Anita Orban jak i Andras Karman dotąd pracowali w zachodnich koncernach.

 

Jak podaje tygodnik „Der Spiegel”, Anita Orbán ostatnio pełniła funkcję wiceprezesa ds. międzynarodowych w brytyjskiej firmie telekomunikacyjnej Vodafone.

István Kapitány to były dyrektor generalny Royal Dutch Shell, który u szczytu swojej kariery nadzorował pół miliona pracowników w 85 krajach. Jego praca zabrała go do RPA , Wielkiej Brytanii i USA .

A András Kármán był ostatnio prezesem węgierskiej filii austriackiego banku.

Krytycy tych nominacji z prawej strony wskazują, że takie dotychczasowe usytuowanie w zachodnich firmach może stawiać pod znakiem zapytania suwerenność tych nominatów Magyara wobec Zachodu. Jeszcze inni przypominają, że jednym z najważniejszych postulatów, które ogłosił Magyar po wyborach jest przyjęcie przez Węgry waluty euro. Wcześniej Orban odrzucał przystąpienie do europejskiej wspólnej waluty argumentując, że może być to silny czynnik uzależnienia Węgier od decyzji najważniejszych unijnych graczy.

Można więc ostrożnie na razie ocenić, że co prawda Magyar zachowuje część elementów linii Wiktora Orbana, ale w sprawach najbardziej strategicznych, takich jak np. porzucenie narodowej waluty forinta – otwiera drogę do uzależnienia Budapesztu od Brukseli. Jeszcze inni przewidują, że elementy polityki rządowej, będące ukłonem dla prawicowego elektoratu, służą póki co stworzeniu fałszywego wrażenia, że nowy premier to orbanizm bez skorumpowanego Orbana. Tyle, że za pewien czasm za pomocą nacisków z zewnątrz, Magyar może być wysadzony z siodła. A jego następca będzie już stuprocento posłusznym wykonawcą życzeń Ursuli von der Leyen, Friedricha Merza i Emmanuela Macrona. Czy tak będzie przekonamy się w ciągu najbliższego pół roku.